Komentarz do Ewangelii- 10.12.2017 

(Mk 1,1-8)

Początek Ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Jak jest napisane u proroka Izajasza: Oto Ja posyłam wysłańca mego przed Tobą; on przygotuje drogę Twoją. Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, Jemu prostujcie ścieżki. Wystąpił Jan Chrzciciel na pustyni i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Ciągnęła do niego cała judzka kraina oraz wszyscy mieszkańcy Jerozolimy i przyjmowali od niego chrzest w rzece Jordan, wyznając /przy tym/ swe grzechy. Jan nosił odzienie z sierści wielbłądziej i pas skórzany około bioder, a żywił się szarańczą i miodem leśnym. I tak głosił: Idzie za mną mocniejszy ode mnie, a ja nie jestem godzien, aby się schylić i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja chrzciłem was wodą, On zaś chrzcić was będzie Duchem Świętym.


 
Ewangelia to inaczej Dobra Nowina. Święty Marek jako początek Ewangelii przytacza przepowiednię Izajasza-„Wysyłam.. aby przygotował Twoją drogę” (nie – dla Ciebie), „przygotujcie drogę Pana” (nie – dla Pana), „Jego ścieżki” (nie – dla Niego). Tylko to co Boskie, tylko to co Jezus przygotował, daje nam szansę odkrycia Dobrej Nowiny, daje nam możliwość spotkania Jezusa. Tylko Jego ścieżki łączą nas z Bogiem.

Mało tego, wyraźnie mówi – „wyprostujcie Jego ścieżki”. To znaczy, że Bóg kroczy prostą drogą, a my mamy tendencje do tworzenia zakrętów. Chcemy po naszemu przygotować drogę dla Jezusa, aby dotarł do naszych serc. Wikłamy się w różne, najlepsze naszym zdaniem dojścia, szukamy rozwiązań w naszych ludzkich możliwościach, a tak naprawdę ograniczeniach, aby po swojemu pozwolić Jezusowi spotkać się z nami. Prorok Izajasz od początku woła, abyśmy w naszej głuchocie i ślepocie na to co Boskie wokół nas, oderwali się od naszych przemyślanych koncepcji i zaufali najdoskonalszemu inżynierowi – Jezusowi, który najlepiej wie, którędy prowadzi droga łącząca nasze serce z Bogiem.

Nasz Ojciec wie o naszych ograniczeniach i w swojej wielkiej miłości nie zostawia nas na rozstaju dróg, abyśmy w swojej niewiedzy, braku poznania, walczyli z dylematem: którędy iść, jaką decyzję podjąć. Wysyła swojego posłańca który, ma nam pomóc w przygotowaniu drogi i woła do nas z pustyni, abyśmy w swoim zagubieniu mogli kierować się w stronę Głosu.

On chrzci nas Duchem Świętym, który jest w nas, woła do nas jak głos na pustyni, pomaga nam przygotować drogę. Pytanie brzmi: czy my – w naszej świetnej koncepcji życiowej, w naszym planie działania, w radościach z sukcesów lub w rozpaczy z porażki, w bólu choroby lub zawodzie z niepowodzenia, pozwalamy Duchowi Św. działać? Czy próbujemy wsłuchać się w Głos który woła – nie mówi, nie podpowiada – tylko woła donośnie aby nieść się przez pustynię naszej duszy. Czy chcemy się bezwarunkowo oddać Jezusowi, zaufać, że On wie najlepiej co nam potrzeba, którędy powinniśmy iść aby dotrzeć do Celu – tj. Życia Wiecznego?

Panie, pomóż mi nie zagłuszać Twojego Głosu. Prowadź mnie przez pustynię, bo tylko Ty wiesz którędy biegnie moja droga do Ojca.
 


Komentarz do Ewangelii- 1.12.2017
(Mk 13,33-37)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!


Czuwajcie, gdyż nie wiecie, kiedy nadejdzie odpowiedni czas. Dzisiejszą Ewangelię można by zamknąć w jednym słowie „Czuwajcie”. Jezus w dzisiejszej przypowieści, zarówno na początku, jak i na końcu podkreśla to słowo. Bardzo jest ono dynamiczne, oznacza ciągły ruch. W czuwaniu rodzi się gotowość na przyjęcie Boga o każdej porze dnia i nocy. Czuwanie to też nieustanne przygotowywanie się na przyjście Boga. Kim jesteś w tej
przypowieści? Zostawił swój dom, powierzając sługom staranie o wszystko. Może jesteś sługą, który dba skrupulatnie o każdy szczegół podczas wykonywanych czynności, pilnujesz by starannie wykonywać to, co zostało ci powierzone w nadziei, że jak gospodarz domu wróci do domu, wynagrodzi ci trud włożony w powierzone zadania. A stróżowi kazał czuwać. A może jesteś stróżem, który pilnuje całego powierzonego mu dobytku. Dbasz, by nikt nie naruszył powierzonego ci mienia. Reagujesz, gdy ktoś przekracza granice i próbuje wkroczyć na teren, który jest przez ciebie strzeżony. Kimkolwiek jesteś, Jezus mówi dzisiaj do ciebie: Czuwaj. Słyszysz to wezwanie? Każdy z nas ma w życiu wyznaczone zadanie do wykonania. By je odkryć i wypełnić niezbędna jest obecność Boga w twoim życiu. Codziennie podejmuj próby by, poprawić to, z czego nie jesteś zadowolony, co mógłbyś udoskonalić, albo co sprawi, że będziesz pamiętał o Bogu. To On ofiarował ci dar życia, powierzając ci cały świat, który tak pięknie stworzył. Nie zapominaj od kogo to wszystko otrzymałeś. Staraj się, w swojej codzienności, umiejętnie wypełniać czas, a „kiedy nadejdzie odpowiedni moment” wyjdź Bogu naprzeciw z radością, bo przecież nie zastał cię śpiącego, ale czuwającego.


Komentarz do Ewangelii- 26.11.2017

(Mt 25,31-46)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili. I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego.


Ten fragment z Pisma Świętego jest pełen nadziei, którą chce nam dać Bóg. Opowiada jak będzie gdy przyjdzie Jezus Chrystus po raz kolejny na Ziemię. Jest jednak jeden warunek, by przyznał się do nas, byśmy mogli znaleźć się po jego prawicy. Gdy ten fragment przeczytałam, pojawiła się myśl, właściwie pytanie: Jak Jezus Chrystus oceni postawę części z nas, Polaków, którzy nie chce przyjąć do Polski matek z dziećmi, ofiar wojny, głodnych, chorych bez dachu nad głową, choćby tylko po to by doszli do siebie, przeczekali ten okrutny dla nich czas? Myślę, że nikt z nas nie chciałby znaleźć się w takiej sytuacji jak ci ludzie. Dzięki Dniom Młodzieży mogliśmy dowiedzieć się, że wśród są też chrześcijanie, była tam dziewczyna z Aleppo. Chrześcijanie z Aleppo to prawdopodobnie nawróceni muzułmanie. Oni też mogą powiedzieć sprawdzam, wobec chrześcijan, który doprowadzili do ich nawrócenia. Jakim jesteśmy dla nich świadectwem chrześcijaństwa? Gdzie postawi nas Jezus Chrystus, biorąc pod uwagę naszą postawę wobec tej sytuacji, po swoje prawicy, czy lewicy i co powie: znam was, czy nie znam was? Każdy z nas musi sam odpowiedzieć sobie sam na to pytanie.


Komentarz do Ewangelii- 19.11.2017

(Mt 25,14-30)

Jezus opowiedział uczniom tę przypowieść: Pewien człowiek, mając się udać w podróż, przywołał swoje sługi i przekazał im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, trzeciemu jeden, każdemu według jego zdolności, i odjechał. Zaraz ten, który otrzymał pięć talentów, poszedł, puścił je w obrót i zyskał drugie pięć. Tak samo i ten, który dwa otrzymał; on również zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, poszedł i rozkopawszy ziemię, ukrył pieniądze swego pana. Po dłuższym czasie powrócił pan owych sług i zaczął rozliczać się z nimi. Wówczas przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i rzekł: Panie, przekazałeś mi pięć talentów, oto drugie pięć talentów zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł również i ten, który otrzymał dwa talenty, mówiąc: Panie, przekazałeś mi dwa talenty, oto drugie dwa talenty zyskałem. Rzekł mu pan: Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana! Przyszedł i ten, który otrzymał jeden talent, i rzekł: Panie, wiedziałem, żeś jest człowiek twardy: chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś, i zbierać tam, gdzieś nie rozsypał. Bojąc się więc, poszedłem i ukryłem twój talent w ziemi. Oto masz swoją własność! Odrzekł mu pan jego: Sługo zły i gnuśny! Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem, i zbierać tam, gdziem nie rozsypał. Powinieneś więc był oddać moje pieniądze bankierom, a ja po powrocie byłbym z zyskiem odebrał swoją własność. Dlatego odbierzcie mu ten talent, a dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. A sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.


 Pan Bóg szczodrze wyposaża nas w łaski. Mamy w zasadzie nieograniczone możliwości rozwoju. Rodzi się pytanie , na ile z tego chcemy skorzystać i jak daleko się angażować . Rozwijamy dane nam talenty w przeróżny sposób : np. pozostając tylko na podstawowym stopniu nauki lub kończymy średnią szkołę a może potem i wyższą. Jeśli nasze zaangażowanie nie ustaje , to czujemy jak Pan Bóg w sposób ciągły pobudza nas ku dalszemu rozwojowi. Jeśli starasz się ubogacać swoje i innych życie, to jesteś wynagradzany . Pan Bóg obdarowuje cię swoimi łaskami. Popatrz oczami wyobraźni na to co podaje ewangelia. Podobne sceny rozgrywają się w naszym życiu .Wyobraź sobie, że Ty jesteś tym suwerenem ( Panem ) , który rozdaje talenty ( pieniądze) np. płacisz podatki na rzecz Państwa .Czyli rolę sługi z tej ewangelii można by przypisać np. Rządowi . To którego „sługę” byś z tych trzech przypisał ? Czytając pisma Starego jak i Nowego Testamentu można zauważyć, iż Pan Bóg nieustannie błogosławi tym, którzy angażują się w zmiany . Tak więc, jeśli się nie zmieniasz, nie wzrastasz. A jeśli nie wzrastasz, to wrastasz.


Komentarz do Ewangelii- 12.11.2017

(Mt 25,1-13)

Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie! Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną. Odpowiedziały roztropne: Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie! Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: Panie, panie, otwórz nam! Lecz on odpowiedział: Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was. Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.

 


Mądrość znajdą ci, którzy jej szukają.  Chrystus ostrzega nas, żebyśmy nie ulegali panice, byli we właściwym miejscu i czekali na Niego mimo wszystko,  abyśmy nie próbowali nadrobić pewnych rzeczy, których nie zdążyliśmy zrobić. Nie chodzi tylko o czas śmierci. Wystarczy popatrzeć, jak wygląda nasza modlitwa, kiedy On do nas przychodzi. Gdzie biegną nasze myśli? Gdzie my wtedy jesteśmy duchem? Albo kiedy ktoś chce nam powiedzieć coś ważnego, zwłaszcza osoba bliska, którą znamy na wylot. Gdzie jest nasza uwaga, czy jej słuchamy albo myślimy o niebieskich migdałach albo o tym, co jeszcze trzeba załatwić? Chrystus mówi również, abyśmy liczyli się z czasem. To znaczy, że nie mamy kontroli nad czasem. Już teraz trzeba działać w sposób zdecydowany i mądry, a nie jutro.
Głupota polega na odkładaniu tego, co ważne i ciągłym powtarzaniu: „Przecież ja jeszcze mam czas”. W chwili nadejścia Pana każdy będzie odpowiadał wyłącznie za siebie. Nikt nas nie zastąpi. Nie będzie układów i zamian.  Rodzina też nam nie pomoże w tej ważnej chwili. Póki co drzwi na ucztę weselną są dla nas otwarte. Jeszcze mamy czas, by kochać,
przebaczać, nawracać się, zmieniać się. Możemy się zastanowić, czy rzeczywiście zajmujemy się tym, co trzeba. Mamy czas, by zdemaskować nasze wykręty. Mamy czas, by odrzucić pokusę, że „jakoś” to będzie, że „jakoś” się to załatwi, bo przecież Pan Jezus jest miłosierny. Jednak żadnego „jakoś” nie będzie. Albo będziemy gotowi, albo nie. Innego wyjścia nie ma.  Mądrość to nie tylko troska o to, by moja lampa była pełna i zawsze gotowa do świecenia, ale i umiejętność spojrzenia na innych ludzi i precyzyjne rozpoznanie ich motywacji, gdy wyciągają rękę po pomoc. Chrześcijanin musi umieć powiedzieć „nie”. Tak jak to uczyniły panny mądre: „Aby nam i wam nie zabrakło, idźcie raczej do sprzedających
i kupcie sobie”. Ten, kto nie umie odmówić pomocy ludziom żyjącym kosztem innych, będzie odpowiadał przed Bogiem za złe wykorzystanie swoich talentów. Może się zdarzyć, że przy nieroztropnym wspomaganiu innych zabraknie czasu, zdrowia, sił, pieniędzy dla dobrego wykonania obowiązków, za które jest odpowiedzialny. Leniwych wspomagać nie wolno! Zasadniczo nie należy wspomagać, zwłaszcza finansowo, człowieka którego nie znamy. Dając jałmużnę należy dobrze wiedzieć, w jaki sposób nasz dar zostanie wykorzystany przez biorącego. Chodzi o to, by dający nie był współwinny grzechu, gdy przyjmujący ofiarę wykorzysta ją w złym celu. W dawniejszej interpretacji miłosierdzia odwoływano się do zasady, że lepiej dać się naciągnąć dziesięć razy, niż jeden raz odmówić pomocy autentycznie potrzebującemu. Stąd też dość często nieuczciwi ludzie żyli kosztem naiwnych chrześcijan. Taki sposób wspierania ubogich daleki był od mądrości pierwszych chrześcijan, którzy przestrzegali: „Niech jałmużna spoci się w twojej ręce”, tzn. dobrze się zastanów, komu, ile i kiedy możesz dać. Nie wolno bowiem ani w imię mądrości, ani w imię miłości wspierać ludzi leniwych i nieuczciwych. Oznaką wiary jest wewnętrzny pokój, optymizm wypływający z żywej, stale podsycanej
nadziei na wypełnienie się Bożych obietnic. Człowiek, który ufa Bogu, a więc zdaje się całkowicie na Niego, może powtórzyć za Oblubienicą z Pieśni nad Pieśniami (5,2):  „Ja śpię, lecz serce moje czuwa”.


Komentarz do Ewangelii- 5.11.2017

(Mt 23,1-12)

Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsca na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Otóż wy nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo jeden jest tylko wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony. 


Nauka, którą głosi Pan Jezus, nie jest łatwa  do zrozumienia  dla człowieka,  a tym bardziej do przyjęcia. Słowa wypowiedziane bez mała dwa tysiące lat temu są jak najbardziej aktualne i dziś. Pan Jezus mówi wprost do swoich uczniów i do zgromadzonych tłumów, że nie mają naśladować swoich przewodników duchowych, którzy to byli spadkobiercami pozycji Mojżesza w narodzie izraelskim. Naśladować ich a zachowywać to czego nauczają to są dwie różne sprawy i Pan Jezus to silnie akcentuje zaraz na początku Swojej wypowiedzi. Ludzie żyjący w czasach Pana Jezusa byli w większości niepiśmienni i przez to zdani na nauczycieli pisma,którzy im te pisma objaśniali. Pan Jezus znał wszystkie pisma, bo jest Synem Bożym i zna też wnętrze każdego człowieka, także i tych nauczycieli pisma, których krytyka ich postępowania dotyczy.

Pan Jezus słyszał to czego nauczali i widział jak postępowali, czyli dokładnie na odwrót. Mówili dobrze, zgodnie z pismami które dane było im czytać, ale gorzej im wychodziło wdrożenie tego w czyn przez siebie samych. To czego nauczali ze skrupulatnością wymagali i egzekwowali od izraelitów, ale sami tego nie czynili. Takie zachowanie Pan Jezus potępia i daje jako antywzór dla swoich uczniów, którzy zajmą miejsce tych obecnych nauczycieli pisma w Nowy Kościele stworzonym przez Pana Jezusa.

Zbawiciel przestrzega swoich uczniów przed takim postępowaniem, aby nie dawali zgorszenia, a wręcz stawali się sługami, tymi ostatnimi w kolejce do zaszczytów i chwały. Tutaj sam Pan Jezus jawi się nam jako przykład doskonały. Zbawiciel, Syn Boży najpierw przychodzi na świat w ubóstwie i takie życie skromne i pokorne wiedzie aż do śmierci
krzyżowej. Mógł przyjść w chwale i sławie, i pewnie by większe tłumy za Nim poszły łącznie z nauczycielami pisma. Tak się jednak nie stało. Prawda, którą Pan Jezus mówił wprost, wywoływała oburzenie i niechęć szczególnie pośród uczonych w piśmie i faryzeuszy. Powodem było piętnowanie ich obłudy i fałszu, wyciąganie z ukrycia tego, czego strzegli przed ludem. Pan Jezus staje w obronie tych maluczkich, bo oni są nie do końca świadomi tego, co z nimi robią ich przewodnicy duchowi. Słuchając tych słów dziś, śmiało możemy powiedzieć, że dotyczą też i nas. Ileż to razy w sowim
życiu zachowywałem się jak ci uczeni w piśmie, kiedy co innego czytałem w Piśmie Świętym, a co innego robiłem, grzeszyłem przeciw Bogu i bliźniemu w słowie i czynie.

Ileż to razy wywyższałem się nad bliźniego zapominając, że mam to co mnie napawa dumą dzięki łasce Bożej a nie sam z siebie. Pan Jezus daje nam wskazówki jak należy postępować. Uczy nas pokory w wypełnianiu woli Bożej. Mamy słuchać co mówi do nas Pan Jezus i tym słowem żyć. Naukę Pan Jezusa wdrażać w codzienne życie. Brać przykład z naszego Zbawiciela, bo to sam Pan Jezus nam pokazał, swoją postawą jak należy postępować, aby do końca wypełnić wolę Bożą. Bo tak jak nauczał tak Sam postępował. Pan Jezus daje na wolność i do niczego nie zmusza, sami mamy wybrać czy pójść droga Zbawiciela czy drogą uczonych w piśmie.

Niech każdy z nas sobie odpowie na to pytanie, która postawa jest mi bliższa uczonych w piśmie, którzy żyli w fałszu
i pysze, czy postawa Pana Jezusa żyjącego w prawdzie i pokorze. Obie te postawy mają swoje konkretne przełożenie w życiu codziennym, w relacjach z Panem Bogiem i bliźnimi. To od nas i naszej postawy zależą te relacje, czy będą dobre, czy będą złe. Nasze wybory dziś będą miały swój finał po śmierci, kiedy to staniemy przed Zbawicielem i będziemy zdawać relacje z naszych wyborów życiowych stawiając na szali przyszłość naszej duszy – szczęście i życie wieczne z Panem Bogiem czy wieczne potępienie i męki w piekle. Wykorzystajmy dany nam jeszcze czas na przemianę
naszego życia, na zmianę postawy jeśli zobaczymy że coś jest z nami nie tak jak być powinno w relacjach z Panem Bogiem i bliźnimi. Nasz Zbawiciel czeka na nas i chętnie nam pomoże jeśli tylko poprosimy Go o wsparcie.

 


Komentarz do Ewangelii- 29.10.2017

(Mt 22,34-40)

Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że Jezus zamknął usta saduceuszom, zebrali się razem, a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał , wystawiając Go na próbę: Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe? On mu odpowiedział: Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.


Po raz kolejny faryzeusze wciągają Jezusa w dysputę, która w ich mniemaniu ma Go pogrążyć czyli uzasadnić aresztowanie i wyrok.

W trakcie poprzednich dysput z Jezusem faryzeusze nie osiągnęli celu, celność Jego odpowiedzi doprowadzała ich do rozterek, jak niepyszni rozchodzili się zmieszani, nie wiedząc jak zareagować i co powiedzie.

 Z Jezusem nie poradzili sobie także saduceusze, którym Jezus wytknął nieznajomość Pisma i niedowiarstwo. A ponieważ prosty lud coraz bardziej fascynował się mądrością Jezusowych argumentów, faryzeusze po raz kolejny stanęli wobec Jezusa, próbując Go zdyskredytować – chcą przeciwdziałać popularności Jezusowego nauczania. Poprzednio pułapka faryzeuszy prowokowała, by Jezus wypowiedział się czy należy płacić podatki czy nie. W dzisiejszej Ewangelii faryzeusza pytają o to, które z przykazań bożych jest wg Jezusa najważniejsze. Sądzili zapewne, że wciągną Go w dyskusję i udowodnią błędy w rozumowaniu, pochwycą na braku mądrości czy logiki. Podobnie jak w poprzedniej dyspucie najpierw się przymilają. Po raz kolejny nazywają Jezusa Nauczycielem a więc kimś, kto wie, kto ma społeczne przyzwolenie, by nauczać.

Pytającym jest faryzeusz, który uchodzi za eksperta od Prawa Mojżeszowego. Ewangelista Mateusz wyjaśnia, ze faryzeusz ma złe intencje, że pyta podchwytliwie. Przecież nazywa Jezusa Nauczycielem a potem Go odpytuje jak ucznia przy tablicy. Jezus jednak traktuje faryzeusza poważnie i wyjaśnia, że miłość Boga i bliźniego jest istotą Bożych przykazań, fundamentem Prawa i Proroków. Nie znamy reakcji faryzeuszy ale z pewnością nie tego się spodziewali. Mądrość słów Jezusowych i głęboka prawda po raz kolejny wytraciła im oręże z ręki, uniemożliwiła polemikę, jakiś dyskurs, utarczkę słowną. I musieli sobie zdać sprawę, że dążenie do zguby niewinnego Jezusa nie jest zgodne ani z prawem miłości do Boga, Boga Stwórcy każdego stworzenia ani z prawem miłości bliźniego, którego trzeba kochać jak siebie samego.

Dla nas istotą tej sceny jest perspektywa widzenia Jezusa. Miłości do Boga musi towarzyszyć miłość do brata czy siostry. Miłość do bliźniego to papierek lakmusowy na ile kochamy Boga. Jeśli w duszy czuję wrogość do brata czy mogę mówić: Ojcze Nasz? czy nie ciśnie mi się przypadkiem na usta Ojcze mój tylko mój a „jego to już mniej”, bo on jest taki siaki, ale na pewno jest gorszy bo …

Jeśli nie kocham bliźniego i jeśli kogoś z tego prawa miłości wykluczam to zmagam się z własną pychą. Bo to ona sprawia, że czuję się lepszy. Bo mam do czegoś prawo a ten bliźni nie. Lub osądzam postawę drugiego człowieka, nie znając przesłanek, które go do takiej postawy doprowadziły. W ten sposób uzurpuję sobie prawo do ustawiania się w lepszej perspektywie Bożej Opatrzności. Sam decyduję o sprawach, które należą do kompetencji Boga i na tym polega pycha ludzka.

Jednak jeśli nie kocham siebie samego tak jak należy, jeśli mój wzrok skierowany na siebie samego przysłonięty jest belką pychy lub belką goryczy i niezadowolenia z siebie jakże, będę mógł dostrzec prawdę, co jestem winny bliźniemu. Zdrowa i uporządkowana miłość do samego siebie jest wynikiem widzenia siebie w prawdzie. W prawdzie to jest z jednej strony jako obraz i podobieństwo Boga ale też z drugiej strony jako naturę słabą i skłonną do grzechu, obciążoną konsekwencjami grzechu pierworodnego. Kochać siebie jako pełne godności Boże stworzenie i kochać siebie jako istotę słabą, bo uwikłaną w grzech. Jeśli popatrzymy na siebie z takiej perspektywy, nie będziemy mieli trudności z miłością do bliźniego. I o tym przypomina nam dzisiaj Pan Jezus.

W rozważaniu dzisiejszej Ewangelii zastanowię się jak realizuję dwa prawa ewangelicznej miłości i co mogę zrobić dla siebie, by czuć się wartościowym człowiekiem oraz dla konkretnego bliźniego, którego „nie kocham tak jak siebie samego”.


Komentarz do Ewangelii- 15.10.2017

(Mt 22,1-14)

Przypowieść o królu, który wyprawił ucztę weselną swojemu synowi jest obrazem miłości jaką Bóg nas obdarza – bezgranicznej i bezwarunkowej. Dba On o tych, których kocha, na których mu zależy i nieustannie o nich zabiega.

Przygotował dla biesiadników to co najlepsze: woły tuczne, zwierzynę, wszystko było gotowe – wystarczyło tylko przyjąć ten zaszczyt uczestniczenia w uczcie, przyjść i czerpać z darów.

Z dbałością o człowieka, z poszanowaniem jego życia ziemskiego- zaprasza z wyprzedzeniem, aby po ludzku móc się przygotować na spotkanie z Królem. Zna ludzkie słabości: może jakieś obawy czy lęki, może zaniedbania, może lenistwo. Wyciąga rękę i wysyła sługi z ponownym zaproszeniem – że oto tak, naprawdę ty jesteś proszony na ucztę, a Pan czeka na Ciebie.

Brak reakcji nie zniechęca – posyła swe sługi do zaproszonych z reklamą uczty, jej jakości i obfitości, odnosząc się do zmysłów i potrzeb ciała, nęcąc bogactwem jedzenia – ogromem łask jakie doznajemy w ziemskim życiu.

Tak Bóg przez Syna swojego Jezusa Chrystusa zabiega o mnie i o Ciebie, tylko czy dostrzegam te zabiegi o moją uwagę? Czy słyszę nieustanne zaproszenia „Przyjdźcie na ucztę!”? Czy dostrzegam te dary uczty weselnej, które pojawiają się w moim życiu?

Pan przygotował da nas ucztę na najwyższym poziomie, elegancką, z poszanowaniem naszej godności, z najlepszymi darami. Do Miłości trzeba dwojga – trzeba odpowiedzi, chęci, starania. To, co zabija miłość, to lekceważenie.

Wyznacznikiem uczestniczenia w uczcie Pana nie jest to, jaki jestem. Z rozstajnych dróg słudzy w imieniu króla zaprosili i sprowadzili wszystkich – dobrych i złych. Wszyscy są zaproszeni – każdy ma szansę skorzystać z darów uczty doskonałej. Z niedoskonałego życia, zanurzyć się w nieskończonym Miłosierdziu.

Naszym zadaniem jest usłyszeć, przyjąć i odpowiedzieć na zaproszenie. Przygotować strój weselny. W czystości serca – w miarę naszych możliwości dokonując wszelkich starań w łączności z Bożym zaproszeniem – przygotować się na spotkanie. Poruszyć swoje serce, aby przybliżyć się do Króla. On nieustannie o nas zabiega.

Nawet w chwili spotkania z nieprzygotowanym biesiadnikiem, dał mu szanse, nazywając go Przyjacielem – lecz on oniemiał, bo nie miał nic do powiedzenie na zlekceważenie Pana.

Lekceważenie Boga prowadzi do ciemności, „gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów”. Lekceważenie Miłości kończy się wyrokiem, z którego nie ma odwrotu – zbójcy wytraceni, miasto spalone, lub związane ręce i nogi w ciemnościach. Nie ma tam już żadnej szansy, nic nie można uczynić aby poprawić swe relacje z Panem, aby się zbawić.

Czy ja wykorzystuję mą szansę odpowiedzi na zaproszenie, które dostałem w dniu Chrztu Św.? Kiedy Bóg wysłał do mnie Jezusa aby zaprosił mnie na ucztę w dniu
I Komunii Św. – czy od tej pory – ja jako zaproszony – dbam o obecność na uczcie, dbam o spotkanie z Królem? Czy zabiegam o relacje z Panem, czy lekceważę Go bo mam ważniejsze sprawy: ciekawą książkę, dobry film, sprzątanie? Czy potrafię sięgnąć po strój weselny, którego możliwość wdziania daje mi Pan?…..

Wspólnota Św.Hieronima


Komentarz do Ewangelii- 4.06.2017

Wczytując się w słowa ewangelii wyobrażam sobie jak czuli się uczniowie Jezusa w tym czasie. Siedzą w miejscu, które wskazał im Jezus przed śmiercią, ukryci przed Żydami, którzy ich znali, wiedzieli, że są Jego uczniami. Bali się o to, jak będzie wyglądało ich życie. Przeżyli niezwykły czas z Jezusem. Jezus opowiadał im o pięknym nowym królestwie, w którym będzie wszystko inaczej: lepiej, mądrzej, sprawiedliwiej i teraz go nie ma. Do tego bali się wprost o swoje życie. I pojawił się Jezus i tchnął w nich Ducha Świętego i powiedział im, że są powołani do wielkich rzeczy. Musieli się nieźle jeszcze bardziej wystraszyć, ale ten fakt zmienił ich. Zmienił wszystko. Odtąd Duch Święty ich prowadził. Dodawał im odwagi i mądrości. Jego mocą dokonywali wielkich rzeczy.

Nieraz byłem w trudnej sytuacji, gdy myślałem: jak teraz będzie wyglądało moje życie? Dlaczego mnie to spotkało, przecież żyję z Bogiem? Pytałem o to Boga: Boże, co ja mam z tego mieć dobrego, z tego co mnie teraz spotkało? Nieraz wątpiłem, ale jak dotąd, prawie na wszystko znalazło się pozytywne rozwiązanie i jakaś mądrość z tego doświadczenia, i nauczka na przyszłość. Mamy tego samego Ducha co apostołowie, On dodaje mi odwagi i mądrości w tych różnych trudnych sytuacjach. On przyniósł pocieszenie i radę. On przypomina mi (kiedy wątpię) co mówił Jezus. Tak jak zapowiedział. Czasami po czasie sobie to uświadamiam, że w tym musiał podziałać Jezus, że tak dobrze się wszystko skończyło. Jestem Mu za to wdzięczny.

—————————————————————————————————————–

Komentarz do Ewangelii- 28.05.2017

Wniebowstąpienie Pana Jezusa jest faktem niezaprzeczalnym. Pan Jezus, jak to wcześniej zapowiedział, idzie do domu Ojca Swego, by nam w Niego wierzącym przygotować miejsce i wstawiać się za nami u Boga Ojca. Nastąpiło ono w obecności
jedenastu uczniów Pana Jezusa, tych najbliższych. Jak opisuje Ewangelista także w tym, tak doniosłym momencie wśród uczniów pojawia się niedowierzanie. I tu nasuwa
się pytanie o moją wiarę: czy ja wierzę w Słowo objawione mnie grzesznikowi, które
ma mnie wyzwolić i doprowadzić do Boga mego Stwórcy i Zbawiciela? Odpowiedź nasuwa
się sama – że tak, bo przecież chodzę do Kościoła, przystępuje do sakramentów, modlę
się, okazuje miłość bliźniemu. Ale czy to jest wiara, czy tylko uczynki względem
Pana Boga i bliźniego, które z wiara nie maja za wiele wspólnego. Bo jak mogę mówić
o wierze – że ją mam, skoro co chwila popadam w te same grzechy względem Boga i
bliźniego, próbuję po swojemu układać i snuć plany na życie nie uwzględniając w nich
zbawczego dla mnie planu Pana Boga, który chce mojego szczęścia. Niejednokrotnie z
pełna świadomością odrzucam to co mi daje mój Stwórca.  Taka moja postawa jest
podobna do postawy niektórych uczniów, którzy byli z Panem Jezusem tuż przed Jego
Wniebowstąpieniem, którzy nie dowierzali i  ja też nie dowierzam, że mój Zbawiciel
jest przy mnie. A mam być świadkiem Pana Jezusa jak tych jedenastu uczniów, których
Zbawiciel posyła aby pozyskiwali nowych wyznawców wiary w jedynego Boga. Jak ja,
który nie dowierzam mam dziś pozyskiwać nowych współbraci w wierze? Po ludzku można
stwierdzić, że nie mam szans, bo sam jestem niedowiarkiem, ale dla Pana Jezusa nie
ma nic niemożliwego. Obietnica jaką składa uczniom, tym którzy byli z Nim na górze,
że będzie z nimi, a także i ze mną, aż do skończenia świata napawa mnie otuchą i
nadzieją, że mam wsparcie samego Zbawiciela w postaci darów Ducha Świętego. Takie
wsparcie nie było by możliwe bez Wniebowstąpienia Pana Jezusa. Słowa wypowiedziane
przez Pana Jezusa bez mała dwa tysiące lat temu dzisiaj słyszymy właśnie dzięki tym
uczniom, którzy byli na tej górze i którzy otrzymali misję pójścia w świat, aby
pozyskać nowych uczniów, a którzy nie dowierzali temu, co widzieli i słyszeli. To
świadczy, że Pan Jezus był z nimi cały czas i wspierał ich w misji do jakiej ich
wyznaczył. Tak samo jest ze mną, mimo że nie dowierzam i jestem grzesznikiem, to Pan
Jezus nie zostawia mnie samego. Jest przy mnie jeśli tylko będę wzywał Jego imienia
i wypełniał wszystko, co mi nakazuje i pomoże mi pogłębić wiarę tak, abym stał się
prawdziwie wierzącym a nie pozostał niedowiarkiem. Jestem przekonany, że wtedy będę
miał na tyle sił i odwagi, aby świadczyć o mojej wierze w swoim otoczeniu nie
zważając na przeciwności tak jak ci uczniowie, którzy poszli w świat głosić
Ewangelię. Ich posłannictwo wsparte ciągłą obecnością Pan Jezusa przynosi cały
czas owoce. Wspólnota wierzących w Chrystusa cały czas się powiększa i to jest dowód
na prawdziwość słów Pan Jezusa, które wypowiedział przed swoim Wniebowstąpieniem do
tych jedenastu uczniów. Teraz tych słów słuchają miliony i ja jestem jednym z tych,
którzy otrzymali dar wiary i przynależności do jedynego prawdziwego Kościoła
Chrystusowego. Teraz też i ode mnie zależy, od mojej postawy i mojej wiary, czy po
mnie inni ludzie kiedyś usłyszą te słowa o Wniebowstąpieniu Pana Jezusa. Będąc
cząstką Kościoła Chrystusowego jestem jednocześnie za ten Kościół i za jego rozwój
odpowiedzialny i nic mnie z tego nie zwolni bo raz przyjąłem chrzest „W imię
Ojca i Syna i Ducha Świętego” i chce wierności Chrystusowi dochować.
—————————————————————————————————————–

Komentarz do Ewangelii- Niedziela Wielkanocna 2017

Słowa Ewangelii według świętego Jana J 20,1-9

Zmartwychwstanie Jezusa nie może być dla nas przede wszystkim faktem historycznym. Jest faktem, który trwa nieustannie. Jezus zaprasza nas, aby z Jego Zmartwychwstania uczynić fundament naszego życia, fundament naszej codzienności. Jezus jest Panem przez swoje Zmartwychwstanie. To dzięki Zmartwychwstaniu króluje w historii. To dzięki zmartwychwstaniu Jezus jest także moim Panem, króluje w mojej osobistej historii życia. Siła naszej wiary w Jego Zmartwychwstanie sprawia, iż Jezus posiada dostęp do naszego serca, do naszego życia. To dzięki wierze w Jego Zmartwychwstanie Jezus może przemieniać nasze serca, może nadawać nowy kształt naszemu życiu.

Czy Zmartwychwstanie Jezusa przenika naszą codzienność: codzienną modlitwę, codzienne zmagania, ofiary, ludzką miłość, przyjaźń, pracę, odpoczynek? Czy świeżość i piękno świtającego poranka kojarzy nam się ze Zmartwychwstaniem Jezusa? Czy moglibyśmy powiedzieć, że Zmartwychwstanie Jezusa jest centrum naszej wiary? Czy przemienia ono nasze serca — nasze życie, jak przemieniało serca i życie uczniów, kobiet? Czy Jezus Zmartwychwstały wyrywa nas z naszego smutku, beznadziejności, zwątpienia? Czy Jezus Zmartwychwstały kształtuje rzeczywiście naszą — moją historię życia? Niech te liczne pytania powracają nie tylko w tej modlitwie, ale także w następnych kontemplacjach Jezusa Zmartwychwstałego. Prośmy Jezusa o szczerość odpowiedzi, których będziemy sobie udzielać. Prośmy, abyśmy potrafili otwarcie i szczerze rozmawiać o owocach naszej refleksji z Matką Najświętszą, z Jezusem Zmartwychwstałym, z Bogiem Ojcem.

Misja dawania świadectwa Jezusowi jest jednak zwykle bardzo trudna. Często natrafia na brak gotowości do jej przyjęcia ze strony człowieka. Tak było w wypadku Apostołów, którym świadectwo kobiet o Jezusie Zmartwychwstałym wydało się czczą gadaniną i nie dali jej wiary. Podobnie jest i dziś. Świadectwo dawane Jezusowi bywa lekceważone, nawet odrzucane z wrogością. W takiej sytuacji może nam się zdawać, iż nasze świadczenie jest bezużyteczne i bezsensowne. Łatwo wówczas możemy popaść w zwątpienie i zniechęcenie. Ale choć Apostołowie nie uwierzyli natychmiast, jednak byli poruszeni świadectwem kobiet. Poruszenie to będzie początkiem ich wiary w Zmartwychwstanie Jezusa.

Dlaczego niewiasty jako pierwsze dowiadują się o Zmartwychwstaniu?

Co prawda kobiety otrzymują wezwanie, by przekazać tę wieść uczniom Jezusa, jednak nie robią tego ze strachu. Ze strachu przed czym? Czego mogły bać się te dzielne niewiasty, którym nie straszne było pokonanie jakichkolwiek trudności? Najprostsze wytłumaczenie to chyba te, które wskazuje na ich strach przed wyśmianiem, niezrozumieniem, przed powoływaniem się na słowa kobiet, które nic nie znaczą; kobiet, które wymyślają, fantazjują. A może w tym ich milczeniu, któremu nie obcy był strach, w ich zdumieniu, była też pierwsza kontemplacja Tej Tajemnicy, pierwsze spotkanie z tajemnicą Odkupienia (która dziś wcale nie jest łatwiejsza do zrozumienia)?Być może to wszystko tak miało być, by właśnie one jako pierwsze usłyszały i odpowiedziały na to, co je przerasta, tak, jak tylko umieją.

Pokładam nadzieje, że gdy nadejdzie kres mojego życia i przyjdzie czas rozliczenia się przed Panem Bogiem, mój grób stanie się pusty, a Pan Jezus przygarnie mnie jak dobrego łotra.