SŁOWO NA NIEDZIELĘ




<!--[if gte mso 9]>




<![endif]--> <!--[if gte mso 9]>

Normal
0


21


false
false
false

PL
X-NONE
X-NONE


























<![endif]--><!--[if gte mso 9]>
DefSemiHidden="true" DefQFormat="false" DefPriority="99"
LatentStyleCount="267">
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Normal" />
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="heading 1" />


















UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Title" />

UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtitle" />
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Strong" />
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Emphasis" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Table Grid" />

UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="No Spacing" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light List" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 1" />

UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="List Paragraph" />
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Quote" />
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Quote" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 1" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 2" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 3" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 4" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 5" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Shading Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light List Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Light Grid Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 1 Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Shading 2 Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 1 Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium List 2 Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 1 Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 2 Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Medium Grid 3 Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Dark List Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Shading Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful List Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" Name="Colorful Grid Accent 6" />
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtle Emphasis" />
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Emphasis" />
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Subtle Reference" />
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Intense Reference" />
UnhideWhenUsed="false" QFormat="true" Name="Book Title" />



<![endif]-->

<!--[if gte mso 10]>

<![endif]-->














































 











21 NIEDZIELA ZWYKŁA
Łk 13, 22-30
Ksiądz Tomas Halik opowiada o studentce czekającej na egzamin.
Zaproponował, by w czasie, gdy będzie odpytywał jej kolegę, przeglądała książki leżące na jego stole.
"Nie, to nie dla mnie - w tych książkach za dużo mówi się o Bogu, a ja jestem niewierząca" - stwierdziła studentka.
"Pani więc naprawdę sądzi, że Bóg jest tylko dla wierzących?" - zapytał Halik.
- Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? - pytają Żydzi, licząc na to, że będą to właśnie oni, jako naród wybrany.
Jezus daje im do zrozumienia, że nie jest to takie proste, jak im się wydaje.
Nie wystarczy, że wołają: "Panie, Panie", wspólnie z Nim ucztują i spotykają Go na ulicach.
Jeżeli dopuszczają się niesprawiedliwości, nie wejdą do królestwa Bożego.
Ksiądz Jan Twardowski, komentując dzisiejszą Ewangelię, zauważa, że dotyczy ona właśnie ludzi wierzących:
"Można być ochrzczonym, bierzmowanym, można pielęgnować obrazek od księdza proboszcza,
pamiątkę od Pierwszej Komunii Świętej, można mieć ślub kościelny i zaświadczenie oficjalne,
pozwalające być chrzestnym - i tylko udawać chrześcijanina.
Ks. Eugeniusz Burzyk, "Nie zanudzaj bliźniego swego", Kraków 2009, s. 164.

WNIEBOWZIĘCIE NAJŚWIĘTSZEJ MARYI PANNY
Łk 1, 39-56
Agnolo Gaddi przedstawił Jezusa, który nakłada Wniebowziętej Maryi koronę.
Postaci mają ten sam kolor szat, płaszczy, a nawet ciała - jakby były z sobą sklejone.
Zwężające się sklepienie podkreśla ich bliskość.
Dla kontrastu na dole obrazu malarz przedstawił dwa takie same, ale rozdzielone chóry anielskie.
Jeden śpiewa dla Jezusa, a drugi dla Maryi.
Życie Maryi było nierozdzielnie związane z Jezusem: porodziła Go, karmiła, wychowywała i chroniła.
Wydaje się niemożliwe, by po zakończeniu ziemskiego życia była od Niego oddzielona ciałem.
Już Ojcowie Kościoła wyrażali przekonanie, że Jezus chciał odwdzięczyć się swojej Matce za Jej miłość,
dlatego z dusza i ciałem wziął Ją do nieba.
"Godności zmieniają obyczaje" - mawiali starożytni. Niestety, rzadko na lepsze.
Wniebowzięcie jest dla Maryi przywilejem, ale nie takim, który by Ją od nas oddzielał.
Dzięki Jej zbliżeniu do Syna, również nasze dojście do Jezusa stało się łatwiejsze i skuteczniejsze.
Maryja jest kresem przybliżania się Boga do człowieka i człowieka do Boga.
Ks. Eugeniusz  Burzyk, "Nie zanudzaj bliźniego swego", Kraków 2009, s. 218.

19 NIEDZIELA ZWYKŁA
Łk 12, 32-48
Obraz Pietera Bruegla Mizantrop przedstawia człowieka pogardzającego światem.
To mnich z głową zakrytą kapturem, ostentacyjnie odwrócony tyłem do pięknego krajobrazu.
Jednak świat - pod postacią chłopca z drwiącym uśmiechem wychylającego się ze szklanej kuli -
skrada się z tyłu i zabiera jego serce. A przed mnichem leżą tylko ciernie.
Chrześcijańskie czuwanie nie jest ucieczką od rzeczywistości i czekaniem na coś, co ma się wydarzyć.
To postawa aktywności i zaangażowania w sprawy świata oraz innych ludzi, to sumienne wypełnianie obowiązków.
Jezus poleca, by czuwający człowiek miał przepasane jedynie biodra.
Długa szata, jaką nosili Żydzi, krępowała ruchy i ograniczała działanie.
Dwaj mędrcy rozmawiali o nędzy świata, bezdusznej cywilizacji, katastrofie życia wewnętrznego i zaniku uczuć religijnych. Pierwszy powiedział, że udaje się na pustynię, gdzie będzie pościł, czytał, rozmyślał i gardził światem.
Drugi stwierdził, że zamierza spotykać się z ludźmi, dyskutować i pisać artykuły, licząc na to, że kogoś przekona i zmieni.
Ks. Eugeniusz Burzyk, "Nie zanudzaj bliźniego swego", Kraków 2009, s. 158.

18 NIEDZIELA ZWYKŁA
Łk 12, 13-21
W artykule o polskich milionerach Piotr Gabryel radzi, że kto chce byc bogaty, powinien pozwolić bogacić się innym.
Im więcej milionerów na milion mieszkańców, tym wyższy poziom zamożności społeczeństwa,
a im szybszy przyrost liczby milionerów na milion mieszkańców, tym szybsze tempo wzrostu gospodarczego.
- Strzeżcie się wszelkiej chciwości - mówi Jezus. Tłumaczy, że życie człowieka nie zależy od posiadanego majątku.
Opowiada o człowieku, który gromadził dobra materialne. Kiedy chciał z nich skorzystać, Bóg rzekł:
"Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają Twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?"
Zbigniew Niemczycki, jeden z najbogatszych przedsiębiorców, zdecydowal się sprzedać część swojej firmy,
bo doszedł do wniosku, że ważniejsze od ciągłej pracy jest życie rodzinne i wychowanie jego synów.
- Widziała pani kiedyś trumnę z kieszeniami? - pyta redaktorkę "Newsweeka" i od razu odpowiada: - Ja też nie.
Ks. Eugeniusz Burzyk, "Nie zanudzaj bliźniego swego", Kraków 2009, s. 155.

17 NIEDZIELA ZWYKŁA
Łk 11, 1-13
Szukająca Boga Etty Hillesum pisze w pamiętniku:
"Wczoraj wieczorem, na krótko przed pójściem spać, nagle uklękłam na środku wielkiego pokoju,
na lekkim chodniku pośród metalowych krzeseł. Tak po prostu.
Przygnieciona do ziemi przez coś, co okazało się silniejsze ode mnie.
Jakiś czas temu powiedziałam do samej siebie: Uczę się klęczeć".
- Panie, naucz nas się modlić - mówią uczniowie.
Tej prośby Jezus nie może spełnić, bo jest to sprawa indywidualnego kontaktu z Bogiem:
zależy od zaangażowania, wrażliwości i wiary konkretnego człowieka.
Podaje jedynie ogólne wskazówki, co do treści modlitwy, zwraca uwagę na zaufanie do Boga,
który chce spełnić wszystkie nasze prośby.
"Modlitwa jest jak obiad na Święto Dziekczynienia, który zajmuje godzinę jedzenia i dziesięć godzin przygotowania. Modlitwa jest jak Boże Narodzenie: miesiąc przygotowań, dekoracji, zakupów, by urządzić wszystko na ten jeden dzień. Najlepsze z wszystkiego jest to, że modlitwa jest jak miłość. Gra wstępna powinna stanowić jej większą część".
                                                                                 Ks. Eugeniusz Burzyk, "Nie zanudzaj bliźniego swego", Kraków 2009, s. 152.

16 NIEDZIELA ZWYKŁA
Łk 10, 38-42
Velazquez zamienił na swoim obrazie znane z Ewangelii role Marii i Marty.
Pierwsza przygotowuje posiłek, a druga wskazuje wymownie na wiszący na ścianie obraz przedstawiający pobyt Jezusa
w ich domu. Takie odwrócenie ról, kiedy to Marta upomina Marię, wskazuje na nieustanną trudność w zachowaniu odpowiedniej relacji między modlitwą a pracą.
Nie jest łatwe zrozumienie postawy Jezusa, który upomina pracującą Martę, a chwali siedzącą bezczynnie u Jego stóp Marię. Niewłaściwe zachowanie Marty nie polagało na tym, że troszczyła się o sprawy doczesne, dbała o dom i dużo czasu poświęciła na przygotowywanie posiłku. Jezus ma pretensje, że robiła to w czasie, gdy powinna była słuchać Jego słów.
"Praca i modlitwa to nie są wartości zastępcze, ale (...) wzajemnie uzupełniające się - pisze ksiądz Jerzy Sermak.
- Bo praca, by naprawdę była pełnieniem woli Bożej, musi się karmić i umacniać na modlitwie.
Modlitwa natomiast, by nie być abstrakcyjną i oderwaną od życia, musi nas prowadzić do głębszej świadomości tego,
czego Bóg i ludzie od nas oczekują".
                                                                                Ks. Eugeniusz Burzyk, "Nie zanudzaj bliźniego swego", Kraków 2009, s. 149.

15 NIEDZIELA ZWYKŁA

Łk 10, 25-37

Jacopo Bassano przedstawił na swym obrazie Samarytanina pomagającego człowiekowi pobitemu przez rozbójników.
Obok dwa psy z opuszczonymi głowami zlizują krew. Na tle krajobrazu widać dwóch odchodzących Żydów,
którzy wcześniej mijali pobitego i nie pomogli mu. Jeden z nich wpatruje się w jakiś tekst, może nawet czyta fragment Biblii.
- A kto jest moim bliźnim? - zapytał uczony w Prawie.
Jezus opowiedział mu przypowieść o pogardzanym przez Żydów Samarytaninie.
Widząc pobitego człowieka, wzruszył się głęboko, opatrzył jego rany, zawiózł do gospody
i zapłacił gospodarzowi za opiekę nad nim.
W przeciwieństwie do pobożnego kapłana i lewity zdał egzamin z miłości bliźniego.
Do księdza Wacława Grosera przyszedł mężczyzna, który wyrzucił z domu zdradzającą go żonę.
Dając przykład Miłosiernego Samarytanina, Groser tłumaczy mu, że ma przyjąć ją z powrotem.
- To znaczy, że ja mam być tym Samarytaninem? - pyta mężczyzna. -
Nie. Samarytaninem jest Bóg. Pan jest gospodarzem, któremu On oddaje pod opiekę ranną małżonkę.
Ks. Eugeniusz Burzyk, "Nie zanudzaj bliźniego swego", Kraków 2009, s. 146.

14 NIEDZIELA ZWYKŁA
Łk 10, 1-12.17-20
Na jednym ze swoich obrazów Masaccio przedstawił świętego Piotra uzdrawiającego własnym cieniem.
Apostoł kroczy dumnie z podniesioną głową, jakby nikogo nie widząc. Nawet nie patrzy na ludzi, których uzdrawia.
Scena podkreśla ogromną moc świętego Piotra,
ale można dopatrzyć się w niej także lekceważenia, rutyny i zbytniej pewności siebie.
W czasie pierwszej wyprawy misyjnej Apostołowie byli oszołomieni swymi osiągnięciami.
Świadomi posiadanej mocy przechwalali się przed Jezusem, że nawet złe duchy są im posłuszne.
Jezus powstrzymuje ich entuzjazm, przypominając,
że ta władza została im dana nie dla własnej chwały - ma być jedynie środkiem w procesie ewangelizacji.
Profesor Stefan Świeżawski przestrzega, że zarówno ludzie wierzący, jak i Kościół nie powinni szukać sukcesu:
"To wielka pokusa i niebezpieczeństwo. Myślę, że jeżeli cud miałby stać się potwierdzeniem sukcesu, to go nie będzie.
On ma potwierdzać świadectwo. To duża różnica. Kościół musi być Kościołem świadectwa, a nie sukcesem".
Ks. Eugeniusz Burzyk, "Nie zanudzaj bliźniego swego", Kraków 2009, s. 143.

13 NIEDZIELA ZWYKŁA
Łk 9, 51-62
W muzułmańskiej sekcie Asasynów żołnierzy zapraszano do komnaty wodza i odurzano haszyszem.
Budzono ich w ogrodzie w objęciach pięknych kobiet.
Kiedy zaspokoili swoje żądze, ponownie budzono ich w komnacie wodza.
Wmawiano im, że to Allach zabrał ich na chwilę do raju.
Po takim "szkoleniu" nie bali się śmierci i chętnie poświęcali swe życie.

Jezus stawia przed uczniami wysokie wymagania.
Decyzja pójścia za Nim musi być natychmiastowa i bezdyskusyjna.
Nie mogą oglądać się wstecz: muszą zapomnieć o swoich najbliższych, niezałatwionych sprawach i przeszłości.
W zamian za to Jezus nie obiecuje im żadnych wymiernych korzyści.
Jedyną motywacją jest On sam w królestwie Bożym.

Szlachcic Pierre z Roye, nowicjusz w opactwie Clairvaux, patrząc na szlachetnie urodzonych mnichów dziwił sie, że pracują motyką, widłami, grabiami czy siekierą. Pisał, że wyglądają nędznie, wydają się nie ludźmi, lecz szaleńcami, zakałą ludzkości i wzgardą ludu. Jednak zdrowy rozsądek podpowiadał mu, że ich życie w Chrystusie jest ukryte w niebie.
Ks. Eugeniusz Burzyk, "Nie zanudzaj bliźniego swego", Kraków 2009, s. 140.

XII NIEDZIELA ZWYKŁA
I czytanie Za 12, 10-11; II czytanie Ga 3, 26-29
Ewangelia Łk 9, 18-24
„A wy za kogo Mnie uważacie?” Piotr odpowiedział: „Za Mesjasza Bożego”.
Nigdy dość powtarzania, że nie wierzy w Jezusa żaden z tych, którzy bardzo wysoko Go cenią,
którzy uważają Go za kogoś równego Buddzie czy Mahometowi.
Przyjmują Jezusa w wierze jedynie ci, którzy przyłączają się do wiary Piotra: „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego” – którzy szukają u Niego odpuszczenia grzechów i pojednania z Bogiem,
którzy przyjmują Jezusa jako Drogę prowadzącą do Przedwiecznego Ojca.
Kiedy się spotykamy z jakimiś wzniosłymi, pełnymi podziwu i pochwał opiniami na temat Jezusa,
wypowiadanymi z pozycji niewiary, warto sobie wówczas przypomnieć, że tetrarcha Herod też zastanawiał się,
czy Jezus to może wskrzeszony Jan Chrzciciel albo jakiś inny wielki prorok – a skończyło się na tym,
że kazał Go ubrać w łachman przypominający płaszcz królewski i wydał Go swoim żołnierzom na pośmiewisko.
Skoro natomiast wyznajemy w Jezusie Syna Bożego i naszego Zbawiciela, musimy pamiętać o tym,
że Jezus wprawdzie tylko jeden raz przeszedł swój Wielki Piątek, kiedy dokonał naszego odkupienia.
Jednakże musimy być przygotowani na to, że sprawa Jezusa doświadcza tych wielkich piątków wielekroć.
To należy jakby do jej urody. Błogosławieni ci wszyscy, którzy mocno trwają przy Jezusie również w takich dniach,
kiedy oczom tego świata wydaje się, że Jego sprawa przegrywa.
Bo jeśli sprawa Jezusa niekiedy jakby przegrywa, to nie dlatego, że Jezus jest słaby albo że nie jest Synem Bożym,
ale dlatego, że jest On cierpliwy i pełen miłosierdzia.
Że jest On Miłością, która chce, abyśmy oddali się Jej w pełnej wolności.
                                                                                                                          Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

 
 
XI NIEDZIELA ZWYKŁA
I czytanie 2 Sm 12, 1.7-10.13; II czytanie Ga 2, 16.19-21
Ewangelia Łk 7, 36-8, 3 lub Łk 7, 36-50

 
Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym.
Dopiero co okazał Pan Jezus miłosierdzie jawnogrzesznicy,
która przyszła do domu faryzeusza Szymona i obmyła nogi swojego Zbawcy drogocennym olejkiem oraz łzami.
Bezpośrednio po słowach: „Twoja wiara cie ocaliła, idź w pokoju!”
zaczyna się dzisiejszy fragment Ewangelii o wyprawie misyjnej Pana Jezusa,
w której towarzyszyło Mu „kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości”.
Trzy z tych kobiet wymienia Ewangelista po imieniu, przy czym tylko Marię Magdalenę znamy również z innych Ewangelii. Imię Joanny wymieni św. Łukasz jeszcze raz, mianowicie wśród kobiet,
które w Niedzielę Zmartwychwstania o świcie poszły do grobu z wonnościami.
Natomiast imię Zuzanny nigdzie już poza dzisiejszą Ewangelią nie jest w Nowym Testamencie wspomniane.
Warto sobie przy okazji pomyśleć o tych setkach i tysiącach innych ludzi,
których Pan Jezus podczas swojego ziemskiego życia nawrócił i przemienił, o których Ewangelie w ogóle nie wspominają. Natomiast całe miliardy zbawionych przez Niego poznamy dopiero w dniu Sądu Ostatecznego.
„Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym”.
Później tysiące głosicieli słowa Bożego naśladowało swojego Mistrza i podejmowało niestrudzone wędrówki misjonarskie. Jednak oni byli tylko sługami Królestwa Bożego, natomiast Pan Jezus głosił Ewangelię jako Król tego królestwa.
Co więcej, Pan Jezus nie tylko podjął ciężki trud głoszenia Ewangelii,
ale za tych, którym głosił, życie oddał, dał się ukrzyżować.
Bo On jest nie tylko głosicielem zbawienia, On jest Zbawicielem.                      
                                                                                                                          Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

 
X NIEDZIELA ZWYKŁA
I czytanie 1 Krl 17, 17-24; II czytanie Ga 1, 11-19
Ewangelia Łk 7, 11-17
Właśnie wynoszono umarłego, jedynego syna matki, a ta była wdową.
Matka płacząca nad zmarłym synem jest obrazem Kościoła,
który jak matka płacze nad każdym swoim dzieckiem,
kiedy ono się zagubi w niewierze i daleko od Bożych przykazań.
Jeśli we wspólnocie wiernych nie ma bólu z powodu tego,
że ktoś z jej członków stracił wiarę albo popadł w grzechy,
znaczy to, że cała wspólnota uległa jakiejś śmiertelnej chorobie.
Kościół ma to w swojej naturze, że płacze, kiedy z jego dziećmi dzieje się coś złego.
Nigdy jeszcze nie widziano, żeby nieboszczyk płakał na własnym pogrzebie.
Ale to właśnie dlatego niektóre stany duchowe nazywamy śmiercią duszy.
Człowiek potrafi się do tego stopnia duchowo zagubić,
że już nie zdaje sobie sprawy ze swojego nieszczęścia.
Tylko matka Kościół i jej żyjące dzieci płaczą nad jego śmiercią.
I dlatego było nieszczęściem nad nieszczęściami,
gdyby Kościół nie płakał z powodu duchowej śmierci swoich dzieci.
Tym płaczący Kościół różni się od wdowy z Nain, że zna moc Chrystusa Pana i błaga Go o to,
żeby wskrzesił mu zmarłe dziecko. Wdowa z Nain nie spodziewała się tak wielkiego szczęścia.
Matka Kościół wie, że Chrystus Pan ma moc wskrzeszać umarłych.
To pobudza Kościół do nadziei na odzyskanie najbardziej nawet zagubionych grzeszników.                                                                                   
Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

 
TRÓJCY PRZENAJŚWIĘTSZEJ
I czytanie Prz 8, 22-31; II czytanie Rz 5, 1-5
Ewangelia J 16, 12-15

 
„Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy”.
Każdy z nas, kto stara się iść przez życie drogą wiary, wie z własnego doświadczenia,
że w wierze człowiek coraz więcej dojrzewa: coraz więcej i coraz głębiej człowiek widzi wszystko w świetle wiary,
prawdy wiary osłaniają przed nami swoją dotąd przez nas nawet nie przeczuwaną wspaniałość i bogactwo.
Ten rozwój wiary na tej ziemi się nie kończy. Człowiek poznaje Ewangelię i raduje się Chrystusem coraz więcej i więcej,
bo po prostu jesteśmy stworzeni do życia wiecznego.
Otóż sam Duch Święty czuwa nad rozwojem wiary, zarówno w całym Kościele, jak w każdym z nas.
To właśnie dzięki Duchowi Świętemu trwamy w jednej wierze.
Jeśli ktoś odchodzi od wiary Kościoła, znaczy to, że dopuścił do swojej duszy jakiegoś ducha kłamstwa.
Duch Święty nigdy nie prowadzi człowieka przeciwko wierze Kościoła.
Bo jest On Duchem Prawdy i Duchem Chrystusa, toteż nie może się zdarzyć,
żeby Duch Święty wyciągnął kogoś z Kościoła, który jest przecież Oblubienicą Chrystusa.
Duch Święty – obiecuje Jezus w dzisiejszej Ewangelii – „doprowadzi was do całej prawdy”.
To właśnie dlatego Kościół nie może zbłądzić w wierze, ale się w niej wciąż odnawia i pogłębia.
I właśnie mocą Ducha Świętego każdy z nas trwa w wierze Kościoła i się w niej pogłębia.
„Aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego,
do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa” (Ef 4, 13).
                                                                                                                          Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

 
ZESŁANIE DUCHA ŚWIĘTEGO
I czytanie Dz 2, 1-11; II czytanie 1 Kor 12, 3b-7.12-13
Ewangelia J 20, 19-23

Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im:
„Weźmijcie Ducha Świętego. Którym odpuścicie grzechy,
są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane”.
Ten sam Duch Święty został udzielony tym samym Apostołom w dniu zmartwychwstania Pana Jezusa
– mówi o tym dzisiejsza Ewangelia – oraz pięćdziesiąt dni później, w dniu Zielonych Świąt. (…)
Wieczorem w dniu zmartwychwstania przychodzi do Apostołów Ten sam, który kiedyś człowieka stworzył.
Teraz udziela ludziom nie zwyczajnego tchnienia życia, ale samego Ducha Świętego,
który będzie odtąd dokonywał odnowienia naszego człowieczeństwa, zdeformowanego przez grzech.
Duch Święty jest to jedna i ta sama osobowa Miłość, jaką miłują się Ojciec i Syn.
Udzielając swoim uczniom Ducha Świętego, który jest Bogiem prawdziwym, równym Ojcu i Synowi,
Syn Boży udziela im tej samej Miłości, którą sam jest przez Niego miłowany.
Odtąd Duch Święty będzie dokonywał w nas nie tylko oczyszczenia z grzechów i naprawy naszego człowieczeństwa.
On odtąd będzie przebóstwiał tych wszystkich,
którzy przez chrzest zostali zanurzeni w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa.
Kolejnych ochrzczonych będzie On przemieniał w nowe stworzenie, udzielając każdemu z nas udziału w Bożej naturze. (…)
Toteż aby sens dzisiejszego święta został wypełniony, radujmy się, że Bóg aż tak niepojętym darem nas obdarza.
Ale też nie zapominajmy pytać samych siebie, czy rzeczywiście Duch Święty żyje i działa w naszych sercach? 
                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

WNIEBOWSTĄPIENIE PAŃSKIE
I czytanie Dz 1, 1-11; II czytanie Ef 1, 17-23
Ewangelia Łk 24, 46-53
„Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam, gdzie Jezus im polecił.”
Zanim Syn Boży przyjął naturę Syna Człowieczego,
obraz wniebowstąpienia służył w Piśmie Świętym do opisywania ludzkiej pychy,
która fałszywie przywłaszcza sobie równość z samym Bogiem.
Wśród opowieści o upokorzeniu i upadku, jakimi kończyło się przypisywanie sobie przez różnych pyszałków cech boskich oraz stawianie samych siebie na pierwszym miejscu zamiast Boga, najbardziej znany jest opis budowania wieży Babel.
W swojej rozmowie z Nikodemem Pan Jezus zapowiedział, że tylko On jeden ma moc naprawdę wstąpić do nieba:
„Nikt nie wstąpił do nieba, oprócz Tego, który z nieba zstąpił – Syna Człowieczego” (J 3, 13).
Ale też On – choć równy Przedwiecznemu Ojcu, któremu niebo z natury się należy
– przeszedł przez swoje ludzkie życie dokładnie odwrotnie niż wspomniani pyszałkowie.
On uwielbił swojego Ojca, „stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci na krzyżu” (Flp 2, 8).
Udowodnił wtedy, że Boga da się stawiać na pierwszym miejscu nawet w tak strasznie zdeformowanej
przez ludzkie grzechy sytuacji, jaką Mu stworzono na Kalwarii.
A przecież potęga najpotężniejszych nawet pyszałków tego świata jest niczym
w porównaniu z władzą naszego Zbawiciela.
Pyszałkowie i cała ich moc przeminie, a Pan Jezus już teraz siedzi po prawicy swojego Ojca Wszechmogącego:
Jego uwielbione człowieczeństwo w pełni uczestniczy w Bożych doskonałościach!
Również w miłości Przedwiecznego Ojca i w Jego wszechmocy, i wszechobecności.
                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.


 6 NIEDZIELA WIELKANOCNA
 I czytanie Dz 15, 1-2.22-29; II czytanie Ap 21, 10-14.22-23
 Ewangelia J 14, 23-29
 
„Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam.
Nie tak jak daje świat, Ja wam daję”.
 
Na czym polega ten pokój, którym chce nas obdarzyć Pan Jezus?
Zdaniem świętego Tomasza z Akwinu, polega na tym,
że wszystko jest na swoim miejscu i jest tam w sposób niezagrożony.
Wymienia święty Tomasz trzy wszystko obejmujące dziedziny,
które Chrystus Pan ogarnąć i przeniknąć swoim pokojem nas samych,
nasze relacje z innymi ludźmi oraz nasze relacje z Bogiem.
Pokój, który jest we mnie, rozlewa się wówczas na moje stosunki z innymi ludźmi,
zaczynając od mojej najbliższej rodziny.
W relacjach z innymi człowieka cechuje wówczas życzliwość, sprawiedliwość, wyrozumiałość,
a jeśli trzeba, to również poświęcenie dla innych lub przebaczenie tym, którzy nas skrzywdzili.
Rzecz jasna, własnymi siłami takiego pokoju nie wypracujemy.
Jego źródłem jest nasze pojednanie z Bogiem i stawianie Go na pierwszym miejscu.
Właśnie dlatego jeden tylko zmartwychwstały Chrystus może nas takim do końca prawdziwym pokojem obdarzyć.
Dopiero w tej miłości możemy poznawać bezdenne głębiny Jezusowej miłości do nas.
To o tym mówił Pan Jezus, że tego, kto Go miłuje, również On będzie miłował i będzie objawiał mu Siebie.
                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.
 

 
 
5 NIEDZIELA WIELKANOCNA
 
 
I czytanie Dz 14, 21-27; II czytanie Ap 21, 1-5a
Ewangelia J 13, 31–33a.34-35
Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział:
„Syn Człowieczy został teraz uwielbiony, a w Nim Bóg został uwielbiony”.
Wieczernik po wyjściu Judasza stał się – powiada święty Augustyn
– obrazem społeczności zbawionych po Sądzie Ostatecznym:
„Żaden nieczysty nie pozostanie wtedy wśród ludu Chrystusa.
Kąkol będzie wtedy oddzielony od pszenicy,
a sprawiedliwi będą jaśnieć wtedy jak słońce w królestwie Ojca”.
Podobieństwo to tylko dalekie, zauważa św. Augustyn.
„Dokąd Ja idę – mówi Jezus swoim uczniom – wy pójść nie możecie”.
Bo w ich sercach jest jeszcze niemało ciemności,
jeszcze tego samego wieczoru wszyscy od swojego Mistrza pouciekają,
a pierwszy z nich, Piotr, Go zdradzi.
Ażeby naprawdę stać się społecznością zbawionych, uczniowie muszą głębiej otworzyć się na miłość i nią się napełnić.
Stąd słowa, które brzmią jak testament:
„Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem”.
On zaś umiłował nas absolutnie bezinteresownie i aż do końca, aż do oddania za nas życia.
Bezinteresowność i ofiarność, czyli gotowość do poświęceń dla tego, kogo się kocha, to cechy autentycznej miłości.
 
                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

 

4 NIEDZIELA WIELKANOCNA
I czytanie Dz 13, 14.43-52; II czytanie Ap 7, 9.14b-17
Ewangelia J 10, 27–30

„dokąd będziesz nas trzymał w niepewności?
Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie”.
Bardzo ważne słowa mówi nam dzisiaj Pan Jezus o tym, co to znaczy należeć do Jego owczarni.
„Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja je znam”.
Po tym poznać, żeśmy owcami Chrystusa, że wsłuchujemy się w Jego naukę i w Jego przykazania,
i nie chcemy ich przeinaczać ani dostosowywać do swoich wyobrażeń czy do mentalności kształtowanej przez niewiarę.
„Ja moje owce znam” – mówi Pan Jezus.
Przypomnijmy, że w języku biblijnym słowo „znać” jest zazwyczaj ogromnie nasycone słowem „kochać”.
Tak, Zbawiciel swoje owce kocha tak bardzo, że aby je uratować, poszedł na krzyż.
„Moje owce idą za Mną i ja daję im życie wieczne”.
Iść za Panem Jezusem to znaczy w taki sposób starać się nieść swój krzyż, żeby to nas przybliżało do życia wiecznego.
Ale iść za Panem Jezusem to znaczy również budować miłość wzajemną, na wzór tej miłości,
która Jezusa łączy ze swoim Ojcem. „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” – tymi słowami kończy się dzisiejszy fragment Ewangelii.
To właśnie według tego wzoru w Dziejach Apostolskich opisano idealną wspólnotę kościelną:
„Mnóstwo wierzących miało jedno serce i jedną duszę” (Dz 4, 32).
                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.
 

3 NIEDZIELA WIELKANOCNA
I czytanie Dz 5, 27b-32.40b-41; II czytanie Ap 5, 11-14
Ewangelia J 21, 1–19
Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie,
rzekł do Szymona Piotra: „Szymonie, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”
Zdaniem św. Grzegorza Wielkiego, morze symbolizuje doczesność;
morskie fale i burze są obrazem naszego obecnego przemijania
oraz różnych burz naszego obecnego życia, takich burz, w których można się rozbić duchowo i zginąć na wieki.
Uczniowie pracowali na morzu – wyjaśnia św. Grzegorz
– bo pozostawali jeszcze wśród fal obecnego życia podlegającego śmierci.
Ale zmartwychwstały Zbawiciel stał na brzegu, bo już w żaden sposób nie podlegał przemijaniu i śmierci.
Rzadko się zwraca uwagę na ten szczegół,
że zanim zmartwychwstały Pan Jezus przystąpił do powierzenia Piotrowi władzy pasterskiej,
przygotował swoim uczniom posiłek i wspólnie z nimi go spożył.
Najpierw trzeba być przyjacielem Jezusa i uczestnikiem stołu Pańskiego
i dopiero wtedy można zostać powołanym do posługi pasterskiej.
Po spożyciu z Piotrem oraz pozostałymi uczniami posiłku,
Pan Jezus stawia mu jedno jedyne naprawdę ważne pytanie, stawia je trzykrotnie: „Czy ty mnie kochasz?”
Miłość Chrystusa jest samym fundamentem posługi pasterskiej w Kościele.
„Miłość zakrywa wiele grzechów” – napisał później Apostoł Piotr w swoim Liście (1 P 4, 8).
Właśnie miłość naprawiła w duszy Piotra to spustoszenie, jakie spowodował w nim grzech zaparcia się.
Również miłością Apostoł Paweł wynagrodził poniekąd Panu Jezusowi swój grzech zaślepienia,
który go doprowadził do prześladowania chrześcijan.
Później Apostoł Paweł z całą prawdą mógł napisać: „Miłość Chrystusa przynagla nas” (2 Kor 5, 14).
Mógł napisać jeszcze więcej: „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusa?
Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz? (…)
I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności,
ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga,
która jest w Chrystusie Jezusie Panu naszym” (Rz 8, 35-39).
                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.
 

 NIEDZIELA MIŁOSIERDZIA BOŻEGO
I czytanie Dz 5, 12-16; II czytanie Ap 1, 9-11a.12-13.17-19
Ewangelia J 20, 19–31

Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich:
„Pokój wam!” A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie, ujrzawszy Pana.
 
Przyszedłszy do swoich uczniów, Jezus pokazał im swoje ręce i bok.
Nie tylko po to, żeby dać świadectwo swojej tożsamości. Rany na Jego ciele są przecież dowodem miłości.
Pokazanie ran było czymś bardziej przejmującym niż jakiekolwiek słowa komunikatu: „Patrzcie, jak bardzo was kocham!”
To był również dowód zwycięstwa: „Przekonajcie się, że ostateczne zwycięstwo naprawdę należy do miłości!”
I przekazał wtedy Pan Jezus swoim uczniom władzę odpuszczania grzechów.
Znamienny jest ten gest jakby powtórzenia aktu stwórczego.
Czytamy w Księdze Rodzaju, że kiedy Pan Bóg ulepił człowieka, tchnął na swoich uczniów,
ale już nie zwyczajne tchnienie życia, ale samego Ducha Świętego.
Bo różnica między pierwszym stworzeniem a stworzeniem nowym,
jakie dokonuje się mocą męki i zmartwychwstania Chrystusa Pana,
jest mniej więcej tej skali, co różnica między ziemią i niebem; tym niebem, w którym będziemy obdarzeni życiem wiecznym.
(…) On ma moc przyjść do mnie również wówczas, kiedy ja się przed Nim zamykam.
Ale pod jednym warunkiem – objawił się Szawłowi, bo rozpoznał dobrą wolę w tym bardzo zagubionym wówczas człowieku. Dlatego przyszedł do Szawła, mimo że ten drzwi swojego serca mocno przed Nim zaryglował. 
                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

N I E D Z I E L A   W I E L K A N O C N A
I czytanie Dz 10, 34a.37-43;
II czytanie Kol 3, 1-4 (1 Kor 5, 6b-8)
Ewangelia J 20, 1-9

Pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno,
Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu.

Zaalarmowani przez Marię Magdalenę Piotr i Jan biegną do grobu.
Jan pisał swoją Ewangelię w wiele lat po męczeńskiej śmierci Piotra,
a jednak w swoim opisie przypomniał, że Piotr był pierwszym z Apostołów.
To przecież właśnie dlatego Jan, choć pierwszy dobiegł do grobu,
poczekał na Piotra, aby najpierw on mógł tam wejść i zbadać, co się stało.
A fakty były zwyczajne, choć zarazem kompletnie niezwykłe.
Uczniowie zobaczyli we wnętrzu grobu płótna, w które było owinięte ciało Jezusa,
oraz osobno chustę z Jego głowy.
Zauważmy, że gdyby ktoś wykradł ciało z grobu, to z pewnością by go tam nie rozbierał.
Wykradłby nieboszczyka w jego ubraniu.
Co do Jezusa, umarł On potwornie poraniony.
Płótna, w które Go owinięto, mocno skleiły się z Jego ciałem.
Odtąd – dzięki śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa –
życie wieczne jest dostępne również nam, mimo, że urodziliśmy się w grzechu.
Wszechmocna miłość Boża, która objawiła się przez Jezusa Chrystusa, to sprawiła,
że grzech Adama nie zniweczył jednak przedwiecznych zamysłów Bożej dobroci względem człowieka.
Życie wieczne znów znalazło się w zasięgu naszych realnych nadziei.
W Jezusie Chrystusie, Panu naszym zmartwychwstałym, każdy człowiek może stać się przyjacielem Bożym na wieki.

                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

 
P O N I E D Z I A Ł E K   W I E L K A N O C N Y
I czytanie Dz 2, 14.22-32
Ewangelia Mt 28, 8-15
Jezus rzekł do niewiast:
„Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie moim braciom:
niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”.

Otóż Galilea była w dużej mierze zamieszkana przez pogan.
Wyznaczając Galileę na miejsce spotkania z uczniami,
Zmartwychwstały Chrystus zostawiał testament, że Dobra Nowina ma być głoszona również poganom.
Do wszystkich narodów powinna dotrzeć ta wieść radosna, że zostaliśmy odkupieni.
Jak wiadomo, na dzień Wniebowstąpienia Apostołowie wrócili do Jerozolimy.
Otrzymali wówczas nakaz, ażeby czekali na zstąpienie Ducha Świętego.
Zarazem Pan Jezus powtórzył wówczas swoje życzenie, żeby Ewangelia była głoszona po całym świecie:
„Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami
w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi” (Dz 1, 8).
Zatem głoszenie Ewangelii wszystkim narodom to jest nie tylko rozszerzanie cudownie pięknej nauki.
Głoszenie Ewangelii, autentycznemu głoszeniu Ewangelii,
towarzyszy rozdzielanie darów zbawczych, prowadzących do życia wiecznego.
Chrystus Pan po to zmartwychwstał, abyśmy my wszyscy mogli wejść na drogę prowadzącą do zmartwychwstania. 

                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

Pięćdziesiąt dni od Niedzieli Zmartwychwstania do Niedzieli Zesłania Ducha Świętego,
obchodzi się z wielką radością jako jeden dzień świąteczny, co więcej, jako „wielką Niedzielę”;
głównie w te dni śpiewa się Alleluja
 

N I E D Z I E L A   P A L M O W A
I czytanie Iz 50, 4-7; II czytanie Flp 2, 6-11
Ewangelia Łk 22, 14 – 23, 56

a tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: „Hosanna Synowi Dawida!”
 
Nikogo z tego tłumu wiwatujących Jezusowi nie dziwiło to, że Mesjasz wjeżdża do miasta Dawidowego na oślicy.
Dla ówczesnej mentalności, która konia kojarzyła sobie z wojną, król siedzący na ośle był symbolem pokoju.
Spodziewano się tego, że Mesjasz będzie królem pokoju. Zresztą prorok Zachariasz wyraźnie zapowiadał Jerozolimie,
że będzie się radowała wjazdem sprawiedliwego i łagodnego Króla, wsiadającego na oślicę i jej źrebię.
Jest jednak mało prawdopodobne, żeby ktokolwiek poza Panem Jezusem wtedy, w Niedzielę Palmową,
zdawał sobie sprawę z tego, że wypełnia się jeszcze jedno proroctwo.
Mianowicie czytamy w Księdze Wyjścia, że na pięć dni przed historycznie pierwszym świętem Paschy,
kiedy to lud Boży wyszedł z niewoli egipskiej, wprowadzono do domów baranka.
Wszystkie domy naznaczone krwią tego baranka miały zostać w noc paschalną ocalone,
mięso zaś baranka miało zostać spożyte podczas paschalnej wieczerzy.
Otóż podczas uroczystego wjazdu do Jerozolimy jeden chyba tylko Pan Jezus wiedział,
że wjeżdża jako Baranek, który za pięć dni zostanie złożony w ofierze za grzechy całego świata.
Wtedy, w Wielki Piątek, ten sam lud, który w Niedzielę Palmową wołał Jezusowi „Hosanna!”,
domagał się Jego ukrzyżowania. (…) 
                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

I czytanie Iz 43, 16-21; II czytanie Flp 3, 8-14
Ewangelia J 8, 1-11

Przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie.
 
Okrucieństwo albo niekonsekwencja –
to są dwa zarzuty, jakie my, grzesznicy,
po dziś dzień najczęściej wysuwamy przeciwko Panu Bogu.
Okrutni wobec nieszczęsnej kobiety,
podstępni w stosunku do Pana Jezusa,
nie myśleli o samych sobie ani o swoim prawdziwym dobru.
Zauważmy, że Pan Jezus zwrócił się do nich ze słowem prawdziwej miłości.
„Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem”.
To nie było słowo potępienia, to było słowo miłości.
„Spróbujcie sobie uświadomić, kochani faryzeusze, że wy również jesteście grzesznikami,
a przecież Pan Bóg was nie potępia.
Pan Bóg potępia tylko wasz grzech i chciałby was od niego uwolnić”.
Pan Jezus był jedynym, dla którego ta cudzołożnica była osobą, a nie ludzkim śmieciem.
Był jedynym, któremu naprawdę chodziło o jej dobro.
Zauważmy, że bronił jej w ten sposób,
iż również w jej prześladowcach widział ludzkie osoby i zależało Mu na ich dobru.
Toteż skierował do niej słowa wprawdzie inne w treści,
ale bardzo podobne w swojej istocie do tych,
które powiedział faryzeuszom: „Ja ciebie nie potępiam, ale więcej już nie grzesz”.
Mówiąc inaczej: „Córko, Ja potępiam twój grzech, ale nie ciebie.
A dlatego potępiam twój grzech, że ciebie kocham, że Mi na tobie zależy.
Dlatego porzuć swoje grzechy i trzymaj się przykazań.
Niech w tobie nie będzie już nic, co bym musiał potępić”.            
                                                                                                                            Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

I czytanie Joz 5, 9a.10-12; II czytanie 2 Kor 5, 17-21
Ewangelia Łk 15, 1-3.11-32

Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł
do ojca: „Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada.”

 Dokładnie na tym polega sama istota grzechu. Pan Bóg chce dać nam wszystko.
My zaś często zachowujemy się jak syn marnotrawny i powiadamy:
Nie, Panie Boże, Ty nam nie jesteś potrzebny, nam wystarczą Twoje stworzenia.
Otóż taka postawa, początkowo szalenie atrakcyjna, zawsze kończy się przegraną i rozpaczą. Daleko od Boga człowiekowi nie może przecież być dobrze.
Przez jakiś czas człowiek może to zauważyć,
że jeśli w jego horyzoncie nie widać Boga, to jego życie nie może mieć sensu ostatecznego.
Pierwsze myśli o powrocie do ojca były u tego syna naznaczone ciężkim egocentryzmem.
Nie obchodzi go to, że zranił ojca, że może ojciec z jego powodu cierpi.
On rozumie tylko tyle, że jeśli wróci do ojca, to będzie mu lepiej.
Jeszcze tylko ten starszy syn pozostał egocentrykiem,
który nie umie się cieszyć z powrotu swego marnotrawnego brata.
Cały czas był on przy ojcu, ale bardziej ciałem niż sercem, i nie nauczył się od ojca jego miłości.
Tysiące, tysiące i tysiące ludzi, którzy w swoim życiu odeszli daleko od Boga,
ale potem do Niego wrócili i zostali przez niego przyjęci naprawdę jak najukochańsze dzieci,
są żywymi świadkami tego, który „był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się”.      

 

                                                                                                                    Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU
I czytanie Wj 3, 1-8a.13-15; II czytanie 1 Kor 10, 1-6.10-12
Ewangelia Łk 13, 1-9

Niektórzy donieśli Jezusowi o Galilejczykach,
których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar.

Bardzo dziwnie brzmią te słowa Pana Jezusa.
Ale spróbujmy je odnieść do nieszczęść duchowych, a zrozumiemy,
że ostrzeżenia te odnoszą się dokładnie do nas.
Czy myślicie, że ci wasi znajomi, którzy utracili wiarę i zagubili się duchowo,
byli większymi grzesznikami niż wy?
Bynajmniej – powiada nam dzisiaj Pan Jezus –
lecz jeśli się nie nawróciciei nie będziecie się duchowo odnawiali, was może spotkać to samo. Albo czy myślicie, że ci wszyscy, których małżeństwa się rozpadły,
byli większymi grzesznikami niż wy?
Bynajmniej – usłyszymy głos Pana Jezusa –
lecz jeśli nie będziecie odnawiali waszej miłości małżeńskiej i waszej wspólnoty duchowej,
z twoim małżeństwem może się stać to samo.
Wreszcie, czy myślicie, że ci wszyscy, których dzieci wyrosły na bezbożników,
byli większymi grzesznikami niż wy?
Bynajmniej, powiadam wam, lecz jeśli się nie będziecie starali,
żeby wasza rodzina była miejscem wzajemnej miłości i małym Kościołem,
z waszymi dziećmi może się stać to samo.
Przejmująca jest przypowieść o ogrodniku,
który już dawno powinien by wyciąć nieurodzajną figę,
ale żal mu jej i wciąż czeka cierpliwie, że może jednak zacznie owocować.
Ogrodnikiem jest Pan Jezus. Nieurodzajną figą może jesteś ty albo ja.
Może to już ostatni moment,
żebyśmy się wreszcie nawrócili i stali się ludźmi naprawdę Bożymi.
                                                                              Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.


II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU
I czytanie Rdz 15, 5-12.17-18; II czytanie Flp 3, 17-4, 1
Ewangelia Łk 9, 28b-36

 
Wchodzenie na górę wyraża drogę człowieka do Boga,
zbliżanie się człowieka do swojego Stwórcy i Zbawcy.
W swoim aspekcie trudnym i bolesnym, ale na szczęście krótkim i przemijającym,
nasze zbliżanie się do Boga jest wchodzeniem na Górę Kalwarii.
Natomiast w swoim aspekcie ostatecznym i wiekuistym jest to Góra Przemienienia,
góra przepełniona światłem Bożej obecności i szczęściem przyjaźni z samym Bogiem.
 
 
 
 
 
 

To dla nas wziął krzyż na swoje ramiona.
W straszliwym trudzie i męce, wśród szyderstw i zniewag,
wyniósł go na Górę Kalwarii i tam przecierpiał całą straszliwą torturę ukrzyżowania.
Otóż dzisiejsza ewangelia stanowi zaproszenie,
żeby z Jezusem spojrzeć w światłach Góry Przemienienia.

 
 

 
 
 
 
Na Kalwarii miłość okazała się większa niż cała nawałnica zła. Nieść niepowodzenie, krzywdę na światło i moc, jakie płyną od Niego, od naszego Zbawiciela. Wtedy to zło nas nie zniszczy. Co więcej: wtedy jeszcze więcej ogarnie nas ufność do Boga i życzliwość dla bliźnich. I na własne oczy się przekonamy , jak Góra Kalwarii nabiera kształtów Góry Przemienienia.



 
 
 
 

 
 
 
Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła
 
Zauważmy, że szatan kusił Pana Jezusa wyłącznie do dobrego.
„Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, żeby te kamienie stały się chlebem”.
Wielu ludzi spodziewało się wówczas takiego mesjasza,
który przemieni naszą ziemię w miejsce powszechnego dobrobytu. (…)
Druga pokusa szatana tez związana jest z ówczesnymi oczekiwaniami mesjańskimi.
Wyobrażano sobie, że mesjasz w sposób widoczny objawi ludziom swoje nadprzyrodzone posłannictwo –
że spłynie z nieba na oczach zgromadzonego tłumu,
a nad jego głową ukaże się ognista kula. (…)
Również w trzeciej pokusie szatan kusił Pana Jezusa do czegoś dobrego.
Kusił go, żeby objął rządy nad światem. (…)
Co szatan chciał osiągnąć przez to, że kusił Pana Jezusa do dobrego?
On nie znał wprawdzie tajemnicy krzyża, ale przeczuwał,
że Jezus zechce prowadzić ludzi do życia wiecznego.
Dlatego skupił wszystkie swoje wysiłki, aby namówić Pana Jezusa wyłącznie do naprawiania tej ziemi. (…)
I nie ma wątpliwości, że gdyby Pan Jezus przyjął którąś z ówczesnych nadziei mesjanizmu
społecznego lub politycznego, nie byłoby ani krzyża, ani naszego odkupienia,
ani zmartwychwstania, które jest początkiem życia wiecznego dla nas.
                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.
 

 
 
 
 
 
 
6 NIEDZIELA ZWYKŁA
I czytanie Jr 17, 5-8; II czytanie 1 Kor 15, 12.16-20
Ewangelia Łk 6, 17.20-26
 
„Błogosławieni jesteście … Biada wam”.
Jedno i drugie odnosi się do każdego z nas.
Bo w każdym z nas jest człowiek Boży, tęskniący za Bogiem i pragnący Boga kochać.
I w każdym z nas jest stary człowiek, zbuntowany przeciwko Bogu.
To prawda, że jeśli jestem w stanie łaski uświęcającej, to ten człowiek Boży we mnie dominuje,
a jeśli nie jestem w łasce uświęcającej, to dominuje we mnie człowiek grzechu.
Ale dopóki jestem na tym świecie, wciąż jest we mnie i ten pierwszy, i ten drugi
– dlatego odnosi się do mnie i „błogosławieni jesteście”, i „biada wam”.
(…) Błogosławieni jesteście, jeżeli żadnych dóbr tego świata nie stawiacie ponad Boga
– biada wam, jeżeli cieszycie się różnymi marnościami tego świata jako rzekomą podstawą waszej wartości.
(…) Biada wam, którzy nie jesteście głodni Boga.
Biada wam, którzy za cenę nasycenia się krzywdzicie swoich bliźnich i macie twarde serca dla ludzkiej biedy.
(…) Którzy płaczecie nad swoimi grzechami, aby się z nich nawrócić.
Którzy płaczecie nad królowaniem zła i grzechu, i niesprawiedliwości w ludzkim świecie
– i chcecie temu światu przynieść bodaj promień Bożej prawdy i Bożej miłości.
(…) – i nie przejmujecie się ani grzechem własnym, ani biedą i niesprawiedliwością, i złem, jakiego zaznają nasi bliźni.
(…) 
                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

 
 
 
5 NIEDZIELA ZWYKŁA
I czytanie Iz 6, 1-2a.3-8; II czytanie 1 Kor 15, 1-11
Ewangelia Łk 5, 1-11
„wypłyń na głębię i zarzuć sieci na połów”
Wydarzenie to ma swoje głębsze znaczenie.
Życie Szymona i jego wspólników, dopóki się nie spotkali Jezusem, było uczciwe może, ale sensu było w nim zaledwie tyle, ile ryb w owym całonocnym chudym połowie. Jednak mieli oni to szczęście, że spotkali się z Jezusem.
Spotkanie z Jezusem przemieniło tych ludzi radykalnie. Teraz ich życie zaczęło aż się przelewać od sensu.
I nie dziwmy się, że pierwszą reakcją Szymona było przerażenie.
„Odejdź ode mnie, Panie, bom jest człowiek grzeszny” – prosi Szymon Pana Jezusa.
Szymon czuje się niegodny spotkania z Bogiem;
dary Boże wydają mu się zbyt drogocenne, żeby je wlewać w tak marne naczynie.
Panu Jezusowi jednak nie przeszkadza to, że Szymon jest słaby i ułomny.
Najważniejsze, że w Szymonie jest postawa zawierzenia.
Zawierzając siebie Panu Jezusowi, Szymon stanie się człowiekiem wiary – reszty dokona w nim łaska Boża.
Właśnie taki człowiek nadaje się na Apostoła: „Nie bój się, odtąd już ludzi będziesz łowił”.
Pomyślmy tylko:
to wszystko, cośmy sobie powiedzieli o Szymonie, bardzo realnie dotyczy każdego, kto chce na serio wierzyć w Chrystusa. 

                                                                                                                         Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.


4 NIEDZIELA ZWYKŁA

I czytanie Jr 1, 4-5.17-19; II czytanie 1 Kor 12, 31-13, 13
Ewangelia Łk 4, 21-30

 
„Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze”
Gdyby Pan Jezus szukał popularności, mógłby mieszkańców Nazaretu owinąć sobie wokół palca. Ewangelista zapisuje,
że kiedy w synagodze w Nazarecie objaśniał fragment z Izajasza, wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. Ale On u swoich rodaków szukał nie popularności, ale wiary.
Również wobec nas Pan Bóg nieraz musi postępować podobnie. Nieraz ktoś jest pozytywnie nastawiony do Pana Boga
i do wiary, ale nie do końca wiadomo, czy ten człowiek w ogóle jest wierzący. W takiej sytuacji Pan Bóg lubi przesłać mi jakieś trudne zaproszenie do wiary. Dlatego trudne, że inne zaproszenia człowiek dotychczas lekceważył. To trudne zaproszenie do zawierzenia Bogu samego siebie to może być jakieś niepowodzenie, kłopot, jakieś duże zadanie
albo jakaś inna próba. Zazwyczaj ujawnia się wówczas, ile pustki i bylejakości było w dotychczasowym stosunku tego człowieka do Boga. Ale na szczęście wielu ludzi, uświadomiwszy sobie wówczas, jak wątła i nieraz pozorna była ich wiara, przemienia się w ludzi naprawdę wierzących. Po prostu Pan Bóg o nas walczy i dlatego nie zadowala się naszymi deklaracjami, ale w różnorodny sposób zaprasza nas do tego, żebyśmy naprawdę zawierzyli Mu samych siebie.
 
Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

 
3 NIEDZIELA ZWYKŁA
I czytanie Ne 8, 1-4a.5-6.8-10; II czytanie 1 Kor 12, 12-14.27
Ewangelia Łk 1, 1-4; 4, 14-21


„Duch Pański spoczywa na mnie, ponieważ Mnie namaścił
i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę,
więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie”

Zastanówmy się, co to znaczy, że Pan Jezus jest namaszczony Duchem Świętym.
Duch Święty jest trzecią Osobą Boską, Bogiem prawdziwym równym Ojcu i Synowi.
Jest On osobową Miłością Ojca i Syna. Kiedy miłość łączy dwoje ludzi,
ich miłość polega na uczuciu, na aktywnej życzliwości, na poświęceniu.
W Bogu Miłość jest czymś nieskończenie więcej niż uczuciem czy aktywną życzliwością.
W Bogu Miłość jest Osobą, Przedwieczny Ojciec i Jego Jednorodzony Syn
miłują się Duchem Świętym. Kiedy ja kocham ciebie, moja miłość do ciebie jest inna,
niż twoja miłość do mnie. Tymczasem Ojciec Przedwieczny kocha swojego Syna
tą samą Miłością, tym samym Duchem Świętym, którym Syn kocha Ojca.
To właśnie dlatego trzy Osoby Boskie są jednym, jedynym, niepodzielnym Bogiem.
Otóż Jezus jest Mesjaszem, czyli namaszczonym Duchem Świętym, to znaczy,
że również w swojej ludzkiej naturze Syn Boży jest wypełniony tą nieskończoną Miłością,
tym samym Duchem Świętym, którym przedwiecznie kocha swojego Ojca.
I tą Miłością, czyli samym Duchem Świętym nas ukochał.
I jeszcze więcej: dzięki Jezusowi, dzięki Jego zbawczej śmierci i zmartwychwstaniu,
ten sam Duch Święty jest posłany w serca nasze.
Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

 

2 NIEDZIELA ZWYKŁA
I czytanie Iz 62, 1-5; II czytanie 1 Kor 12, 4-11
Ewangelia J 2, 1-12
W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele
i była tam Matka Jezusa.
Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów
Właśnie w dzisiejszej Ewangelii znajdują się słowa, tak ważne dla pobożności maryjnej: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie!”. Kto prawdziwie kocha Matkę Najświętszą, stara się usłyszeć to matczyne naleganie, aby w naszym życiu Jej Syn był kimś najważniejszym. Róbcie wszystko, cokolwiek wam powie! Wypełniajcie całą Jego naukę! Maryjność tylko emocjonalna, nie przywiązująca należytej wagi do życia zgodnego z wiarą, obraża tylko Matkę Najświętszą.
Autentyczna Maryjność to jednak coś jeszcze więcej. Nikt tak nie kocha Pana Jezusa, nikt nie jest Mu i nie był do tego stopnia oddany, jak Jego Matka. Otóż oddajemy cześć Matce Najświętszej, staramy się do niej jak najwięcej przybliżyć, bo mamy nadzieję, że uda nam się podglądnąć coś z jej miłości do Jezusa. Na pewno nie potrafimy kochać Go aż tak, jak Go kochała Maryja. Ale im więcej w naszych sercach będzie łaski Bożej, im więcej zawierzenia się Jezusowi, im więcej w naszej miłości do Pana Jezusa będziemy podobni do Maryi.
Otóż my kochamy Matkę Najświętszą, bo chcemy mieć udział w tej miłości, jaką miał do niej Pan Jezus. A kto kocha prawdziwie Matkę Najświętszą, to jego miłość rozciąga się na całe Boże stworzenie, zwłaszcza na innych ludzi. (…)

Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.
 


 
NIEDZIELA CHRZTU PAŃSKIEGO
I czytanie Iz 42, 1-4.6-7; II czytanie Dz 10, 34-38
Ewangelia Łk 3, 15-16.21-22
Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, aby przyjąć chrzest od niego.
Chrzest, którego udzielał Jan w wodach Jordanu,
był zapowiedzią tego chrztu, którym my zostaliśmy ochrzczeni.
Chrzest Jana był bowiem chrztem pokuty –
przyjmując ten chrzest, ludzie wyznawali swoje grzechy i błagali Boga o miłosierdzie.
„Ja was chrzczę wodą dla nawrócenia -wyjaśniał Jan Chrzciciel – lecz Ten, który idzie za mną,
mocniejszy jest ode mnie (…). On was chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem”.
Widzimy więc, że chrzest, który Pan Jezus przyjął od Jana,
miał dokładnie odwrotne znaczenie niż ten chrzest, którego Jan udzielał wszystkim innym ludziom.
Wszyscy inni przyjmowali od Jana chrzest pokuty i wychodzili z wód Jordanu bardziej czyści.
Pan Jezus, niepokalany i najświętszy, wszedł w wodę Jordanu,
aby symbolicznie wziąć na siebie grzechy całego świata i żeby je zanieść na krzyż.
Z wód Jordanu wyszedł Pan Jezus jako Baranek Boży, obciążony grzechami całego świata.
Właśnie od chrztu w Jordanie rozpoczął Pan Jezus swoją działalność publiczną.
Przez Jego naukę i cuda, a zwłaszcza przez Jego śmierć i zmartwychwstanie,
miało się dokonać nasze pojednanie z Ojcem Przedwiecznym. (…)
Po zmartwychwstaniu Chrystusa Duch Święty zstępuje na nas realnie
i realnie dokonuje naszego pojednania z Bogiem.

Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.
 

 
 
„Słowo stało się ciałem, ażeby na nowo
Ciało twoje, człowieku, powróciło w słowo.”
Adam Mickiewicz

 
 To właśnie Boskie Słowo stało się ciałem, przyjęło człowieczeństwo. To prawda, że Bóg od dawien dawna przemawiał do nas, ludzi. Przemawiał i wciąż przemawia przez ten świat, którym nas obdarował, aby był naszym domem. (…)
 
Ponadto przemawiał i wciąż przemawia przez swoją codzienną opatrzność nad nami. Ale całe to Boskie różnorodne przemawianie do nas zmierza do tego, że tak ostatecznie Bóg chce nam powiedzieć jedno jedyne Słowo, ale za to Słowo nieskończone, Słowo, które jest Życiem wiecznym, Słowo, które jest Synem Bożym. Bóg przemówił do nas przez swojego własnego Syna, który stał się człowiekiem, odkupił nas na krzyżu i przez swoje zmartwychwstanie stał się Nadzieją naszego zmartwychwstania.
 
Skoro Bóg aż tak nas umiłował, że przemówił do nas przez swojego własnego Syna, że Jego Słowo stało się ciałem – to wypada z naszej strony, abyśmy na tę Bożą miłość odpowiedzieli miłością analogiczną – abyśmy Boga pokochali ze wszystkich myśli, ze wszystkich sił i z całego serca.
 
Adam Mickiewicz próbuje podpowiedzieć nam jeszcze więcej: próbujmy sami, całymi sobą, stawać się słowem odpowiedzi na miłość Bożą.
 
                                                                                                                   Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.
 
 
Słowo na NIEDZIELĘ ŚWIĘTEJ RODZINY
I czytanie Syr 3, 2-6.12-14; II czytanie Kol 3, 12-21
Ewangelia Łk 2, 41-52
 
Dzisiejsza Ewangelia mówi o bólu serca, jakiego przez trzy dni doświadczali Maryja i Józef, kiedy szukali dwuunastoletniego Jezusa. Otóż wolno nam się domyślać, że Maryja również
w niebie uczestniczy w tym bólu miłości, jaki zadajemy Bogu i Chrystusowi naszymi grzechami.
O tym, że Bóg doznaje jakiegoś tajemniczego cierpienia z powodu naszych grzechów,
mówi wyraźnie Pismo Święte. „Przykrość Mi zadajesz twoimi grzechami – skarży się Bóg
w Księdze Izajasza – występkami twoimi Mnie zamęczasz” (43, 24).
Natomiast w Liście do Hebrajczyków czytamy, że ci,
którzy odchodzą od wiary, „krzyżują w sobie Syna Bożego
i wystawiają Go na pośmiewisko” (6, 6).
„Zbawiciel mój nie może się radować, dopóki ja trwam w niegodziwości”.

(…) Również my winniśmy zmierzać do tego, żeby całym sercem kochać Boga.
Winniśmy również uczyć się odczuwania bólu z tego powodu,
że w naszej ludzkiej rodzinie jest tak wiele lekceważenia Boga,
a nawet pogardy dla Niego. Boga, który tak bardzo nas umiłował.

                                                                              Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.


 Słowo na IV NIEDZIELĘ ADWENTU
I czytanie Mi 5, 1-4a; II czytanie Hbr 10, 5-10
Ewangelia Łk 1, 39-45
 
 
 „W tym czasie Maryja wybrała się
i poszła z pośpiechem w góry …”
 
„A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?” – zawołała Elżbieta na widok Maryi. Nie sposób skojarzyć sobie tych słów ze słowami króla Dawida, uradowanego, ale również zaniepokojonego perspektywą przeniesienia Arki Przymierza do Jerozolimy:
„A skądże mi to, że Arka Pańska przyjdzie do mnie?”
Zastanówmy się teraz, o ile bardziej Maryja jest Arką Przymierza aniżeli ta Arka, którą Dawid wprowadził do Świątyni Jerozolimskiej. W Arce Dawidowej przechowywano tablice dziesięciorga przykazań Bożych; Maryja nosiła w sobie samego Boskiego Prawodawcę. Nad Arką w Świątyni Jerozolimskiej unosiła się chwała Pańska na znak szczególnej obecności Boga wśród swojego ludu. Maryja nosiła w swoim łonie Jezusa, który jest ty samym wszechmocnym
i nieskończonym Synem Bożym, przez którego świat został stworzony.
Co najmniej dwa wielkie wnioski praktyczne wpływają dla nas z dzisiejszej Ewangelii:
po pierwsze, po to Maryja fizycznie nosiła w sobie i urodziła Syna Bożego, ażeby każdy z nas mógł Go nosić w sobie duchowo. (…) I drugi wniosek praktyczny: pierwszą rzeczą, jaką zrobiła Maryja, kiedy zaczął w niej przebywać Syn Boży, było pójście do Elżbiety z posługą miłosierdzia. To jest bardzo ważne kryterium, po którym można poznać, że w moim wnętrzu noszę Jezusa – czy staram się zauważać tych ludzi, którzy potrzebują mojej pomocy?
Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.
 
 
 Słowo na III NIEDZIELĘ ADWENTU
I czytanie So 3, 14-18a; II czytanie Flp 4, 4-7
Ewangelia Łk 3, 10-18
„Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść?”
Za tym, że Jan – przesyłając do Jezusa pytanie,
czy Ty jesteś Mesjaszem?” – chciał jedynie w swoich uczniach umocnić wiarę w Jezusa, przemawia wielka jasność i pewność,
z jaką od razu na początku, jeszcze nad Jordanem, rozpoznał
w Nim Mesjasza: „On jest mocniejszy ode mnie – wołał wtedy nad Jordanem. – On was będzie chrzcił Duchem Świętym
i mocą, ja nie jestem Mu godzien rozwiązać rzemyka
u sandałów”.
A kiedy Jezus poprosił go o chrzest, Jan zaczyna od protestu: „Przecież to raczej ja przez Ciebie powinienem zostać ochrzczony!” Co więcej Jan domyśla się nawet przyszłej męki Pana Jezusa i nazywa Go Barankiem Bożym, który zgładzi grzechy świata.
(…) Może chodziło o to, ażeby Jan – osobowość duchowa najwyższego formatu – mógł skorygować jakieś błędy w swoich wyobrażeniach Mesjasza. Wtedy, nad Jordanem, Jan przedstawił Mesjasza jako Mocarza nad mocarzami, który „ma wie jadło w ręku i oczyści”. Tymczasem z wieści, jakie na temat Jezusa dochodziły do uwięzionego Jana, wynikało, że jest On cichy i pokorny sercem, a w Jego działalności trudno było dopatrzyć się jakichś oznak oddzielania ziarna od plewy. Może dlatego Pan Jezus kazał Janowi powiedzieć przede wszystkim
o dokonywanych przez siebie dziełach mocy mesjańskiej –
że ślepi wzrok odzyskują, kalecy mogą chodzić, z trędowatych trąd spada, a umarli zmartwychwstają.  
                                          Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.
 
 
 
Słowo na II NIEDZIELĘ ADWENTU
I czytanie Ba 5, 1-9; II czytanie Flp 1, 4-6.8-11
Ewangelia Łk 3, 1-6
„Nawróćcie się, bo bliskie jest królestwo niebieskie!”
 
 
Żeby uwierzyć w Chrystusa, trzeba wyjść na pustynię
i przyłączyć się do słuchaczy Jana Chrzciciela. Święty Jan Chrzciciel próbuje uświadomić wszystkim ludziom, jak bardzo potrzebują Zbawiciela, a zarazem jak bardzo zamykają się przed Nim. Bo nieraz zachowujemy się absurdalnie: wydaje się nam, że tęsknimy za Zbawicielem, a zarazem zamykamy przed Nim bramy naszego serca.
Dzisiejsza Ewangelia zawiera najważniejsze wyjaśnienie, dlaczego wielu ludzi nie uwierzyło w Chrystusa. Nie uwierzyło
w Chrystusa również wielu spośród tych, którzy słuchali bezpośrednio Jego nauk i byli naocznymi świadkami Jego cudów. Mianowicie nie wszyscy, do których przychodzi Pan Jezus, są do wiary w Niego przygotowani. Żeby Go przyjąć
i uwierzyć w Niego, trzeba przedtem dobrze usłyszeć słowa Jana: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego.
 
W języku polskim „głos wołającego na pustyni” oznacza głos bardzo ważny, ale przez nikogo nie słyszany. Byłoby to straszne dla nas nieszczęście, gdybyśmy w taki sposób byli zamknięci na głos Jezusa Chrystusa. Bo to by znaczyło,
iż odwracamy się od naszego Zbawiciela i Go nie potrzebujemy. Dlatego spróbujmy sobie uświadomić, iż chodzi tu o rzecz najwyższej dla nas doniosłości i starajmy się rzetelnie te słowa usłyszeć. 
Jacek Salij OP, „Ewangeliarz”, W drodze, 2000.

 
 
 
Słowo na I NIEDZIELĘ ADWENTU
I czytanie Jr 33, 14-16; II czytanie 1 Tes 3, 12 - 4,2
Ewangelia Łk 21, 25-28.34-36

„Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić ..."

Bo nie jest istotą ludzkiego życia, że jemy i pijemy, i zakładamy rodziny. Również krowy i zające jedzą i piją, i zajmują się swoim potomstwem. Ale tylko człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boże, tylko z człowiekiem sam Pan Bóg pragnie się zaprzyjaźnić.

Okres Adwentu powinien być czasem uświadomienia sobie tego wszystkiego o naszym życiu, co czyni nas podobnymi do owych nieszczęśników żyjących daleko od Boga i bez nadziei życia wiecznego. Zatem powinien to być czas wzbudzenia w sobie tęsknoty za Bogiem, starania się o większą Jego obecność w naszym życiu i w naszych myślach.

Rzecz jasna, istotne decyzje w relacjach między nami a Bogiem należą do Boga, a nie do nas. Do nas należy oczekiwanie oraz święty niepokój, ażeby nie przegapić Bożego przyjścia. Syn Boży przyszedł do nas nie dlatego, że sprowadziły Go na ziemię nasze ludzkie tęsknoty, ale że taki był przedwieczny zamysł Bożej miłości. Rozpoznali Go jednak tylko ci ludzie, którzy trwali w adwentowym oczekiwaniu na Mesjasza.

„Lękam się Chrystusa, który do mnie przychodzi i mija mnie, a ja Go nie dostrzegam i On już nigdy nie wróci"
(św. Augustyn).

Jacek Salij OP, „Ewangeliarz", W drodze, 2000.


POKAŻĘ CI DROGĘ DO NIEBA
Przyjście Chrystusa wymaga od nas potrzeby czujności. Pisze o tym Ewangelista Łukasz, rozpoczynając tegoroczny Adwent -okres radosnego oczekiwania. Dlaczego Kościół podkreśla, że to ma być radosne oczekiwanie?

Prorok Jeremiasz mówi nam o tym, że Pan przyjdzie, aby wymierzyć prawo i sprawiedliwość. Czy nie kojarzy się to nam z pewną partią? Na pewno tak, ponieważ Pismo Święte, jak widzimy może być wykorzystane do osiągnięcia swoich celów! Czy tak można? -oczywiście, jeśli naprawdę ma się na względzie stawania się coraz doskonalszymi. A przecież wiemy, że to nie łatwe zadanie - zmierzać do doskonałości. Tak często dystansujemy się od niej, ponieważ uważamy, że i tak jej nie osiągniemy, więc po co się wysilać! Jest po co, albo dla kogo - dla Niego, bo to On oddał za nas swoje życie i właśnie bez Niego nie bylibyśmy w stanie w ogóle zmierzać do doskonałości.
Dla mnie okres Adwentu jest naprawdę radosnym oczekiwaniem na wspomnienie, ale i uczestniczenie w narodzinach Jezusa Chrystusa. Budowanie szopki, kolędowanie i śnieg - to tylko otoczka tych świąt. Obyśmy nie zapomnieli o Sakramencie Pokuty i Pojednania, aby przyjąć Komunię św. właśnie podczas obchodów Bożego Narodzenia. Taki jest sens, logika naszego życia chrześcijańskiego. Pan Jezus wymierzy prawo i sprawiedliwość - dlatego mamy stawać się coraz doskonalszymi.

ksiądz Stanisław
 
Zapraszam Ciebie wraz z Rodzicami od poniedziałku do piątku na godz. 18:00
i w sobotę na godz. 7:00 do kościoła Matki Bożej Bolesnej w Orłowie na RORATY
 
Św. Jan Maria Vianney
 

 
Wypowiedzi ucznów SP 11 w Gdyni
1.    Co oznacza dla mnie krzyż?
-   ... krzyż oznacza dla mnie przypomnienie o śmierci Jezusa, to najważniejszy znak chrześcijański, przypomina mi prawdę, że Jezus cierpiał za moje grzechy...
-... krzyż oznacza dla mnie, że Pan Bóg jest z nami wszędzie ... -... krzyż, to coś świętego - co kocham, wisi na nim Jezus, który z miłości oddał życie ...
-  ... krzyż oznacza dla mnie życie ...
-... krzyż, to dla mnie nadzieja na życie wieczne ...
-   ... przypomina mi Boga, Jezusa, który poświęcił dla nas życie, abyśmy żyli ...

2.    Czy krzyż powinien wisieć w szkole? Dlaczego?
-... obecność krzyża przypomina o obecności Boga ...
-   ... uważam, że krzyż koniecznie powinien wisieć w szkole. Jestem katolikiem i dla mnie krzyże zawsze były w szkołach i z tego cieszę się ...
-   ... powinien wisieć w każdej szkole, bo jest najważniejszym symbolem ...
-... krzyż powinien wisieć w szkole, ponieważ symbolizuje Pana Boga, powinien wisieć bo on jest jak godło Polski, jest godłem chrześcijan ...
-... powinien wisieć w szkole - ponieważ gdyby go nie było, nie byłoby religii ...
-    ... oczywiście, że powinien wisieć w szkole, gdyż jest najważniejszym symbolem katolików ...

3.     Czy stanąłbym w obronie krzyża?
-... będę bronił krzyża bo to wielki symbol wiary ...
-  stanąłbym w obronie krzyża, ponieważ Jezus stanął w naszej obronie ...
-  ... stanęłabym w obronie krzyża, bo to ważna dla mnie rzecz, znak - dla większości ludzi, dla mnie. Gdy ktoś kocha Boga zrobi to samo ...
-   ... jestem chrześcijaninem. Modlę się przy krzyżu i głupotą jest, aby usuwać krzyże z takich miejsc jak szkoła ...
-... stanęłabym w obronie krzyża, gdyż bardzo go szanuję ...

zebrała s. Sebastiana
 
Mądrość Syracydesa (około 2 wieku przed Chrystusem) zachęca nas do POKORY. Czym jest pokora? Polega ona na uznaniu swoich grzechów oraz Boga jako źródła pochodzenia wszelkiego dobra. Jest uważana za fundament pozostałych cnót ludzkich i nadprzyrodzonych. Dla chrześcijanina więc pokora to prawda o sobie i o Bogu.
Św. Teresa z Avila mówiła: "Pan Bóg tak lubi pokorę, bo sam jest prawdą najwyższą, a pokora niczym innym nie jest, tylko chodzeniem
w prawdzie".
Pokora polega na uniżeniu ludzkiego ducha przed Bogiem. Pojawia się wówczas, gdy uznaje się w sercu i potwierdza życiową postawą, że Bóg jest wszystkim, że z samego siebie człowiek nic nie może.
Prawdziwej pokorze towarzyszą pewne znaki: radość, pokój, cichość
i moc. Objawami fałszywej pokory są: zniechęcenie, rezygnacja
z ćwiczenia się w cnotach, nieustanny niepokój serca i brak przebaczania sobie popełnionych błędów.
Jak pisze św. Faustyna Kowalska w swoim Dzienniczku: "Jak można się podobać Bogu, kiedy pycha i miłość własna rozsadza i pokrywa się,
że stara się o chwałę Bożą, a tu tymczasem idzie o chwałę własną. Kiedy to spostrzegam, bardzo mnie to boli"
.
„Synu, postępuj łagodnie we wszystkim, co czynisz,
a przez prawych będziesz miłowany. Im więcej znaczysz,
tym bardziej się uniżaj, a znajdziesz łaskę u Pana.”       
(Syr 3, 17-18)